O Kindze, która wirtualnym ogniem walczyła z demonami

Fala protestów przechodzi przez polskie ulice. Ludzie gromadzą się licznie, padają okrzyki, w powietrzu łopoczą transparenty. A wieczorami, dla podkreślenia doniosłej atmosfery i więzi manifestujących, zapalają się świece i znicze.

Tak też było w czasie protestu sprzed dwóch dni przeciwko proponowanym przez PiS zmianom w systemie sądownictwa. Zarówno politycy, jak i zwykli obywatele zgromadzeni w kilku miastach, utworzyli „łańcuch światła”.

– Mieszkańcy dawnej Polski rozpalali świece, aby odpędzić złe moce i groźne zjawiska atmosferyczne takie jak burze. Dziś, gdy nad polskim państwem zbierają się czarne burzowe chmury, a politycy z obozu rządzącego przywołują upiory, które w Europie odeszły wraz z upadkiem totalitarnych ustrojów, nie możemy milczeć – wyjaśniali organizatorzy akcji.

Znicze i świece poszły więc w ruch wieczorową porą, ich ogień, niczym w staropolskich wierzeniach, miał za zadanie odpędzić złe moce, którymi zostali owładnięci politycy partii rządzącej.

Czar jednak prysł, gdy posłanka PO Kinga Gajewska-Płochocka, zamiast zapalić żywy ogień, odpaliła smartfon, z powagą na twarzy ukazując zgromadzonym grafikę świecy. Czy upiory i złe moce idą z duchem czasu jak kreatywna posłanka? Magia ognia w takiej sytuacji również posiada sprawczą moc?

Skuteczność łańcucha świata przyjdzie nam ocenić za jakiś czas. Dziś jednak można śmiało stwierdzić, że parlamentarzystka zaliczyła wpadkę, a internet ma niezłą bekę z protestującej Kingi, która wirtualnym ogniem zwalczała ciemne moce z Wiejskiej.

 

Przeczytaj dodatkowo:

 

Komentarze