Początek wojny handlowej? To posunięcie może odbić się na cenach w Europie

Prezydent Stanów Zjednoczonych zatwierdził pomysł nałożenia wysokiego cła na importowane produkty, takie jak duże pralki czy panele słoneczne. Ma to zapobiec napływowi tanich wyrobów z Azji i poprawić sytuację na krajowym rynku pracy. Może mieć to jednak zgubny wpływ na europejskich konsumentów.

– To może być początek wojny handlowej – tymi słowami minister gospodarki Niemiec, Brigitte Zypries skomentowała śmiałe posunięcie Donalda Trumpa. Swojego oburzenia nie kryją też Chiny i Korea Południowa, które szczególnie mocno odczują skutki wprowadzenia nowego cła. Seul zapowiedział, że złoży w tej sprawie skargę do Światowej Organizacji Handlu.

Opłata jaka zostanie nałożona na 1,2 mln importowanych do USA pralek w 2018 roku ma wynosić 20 proc., a w przypadku produktów powyżej tej liczby wzrośnie do 50 proc. Jeśli chodzi o panele słoneczne, to zostanie na nie nałożone 30 proc. cło, którego wysokość do 2021 roku ma powoli spadać, aż osiągnie docelowe 15%.

Choć decyzja dotycząca zmiany taryfy nie wpłynie na wzrost dolara, to jak przyznaje minister gospodarki Niemiec może odbić się szerokim echem w Europie i spowodować np. wzrost cen. Szwecja z kolei wyraża obawy, że potencjalna wojna handlowa może przyczynić się do zastosowania środków odwetowych przez kraje, które najbardziej zostaną dotknięte nałożonym cłem.

Sam Trump zdaje się niczym nie przejmować. Uważa, że decyzja jest słuszna i korzystna zarówno dla amerykańskich konsumentów jak i rodzimych fabryk, w których powstaną nowe miejsca pracy.


Przeczytaj dodatkowo:

Komentarze