
Większość kierowców traktuje kamerę na przedniej szybie jak polisę ubezpieczeniową. Wierzą, że w razie problemów nagranie stanie się ich jedynym i niepodważalnym obrońcą. Rzeczywistość prawna bywa jednak przewrotna.
Sam montaż kamery w aucie jest w Polsce legalny, ale jej codzienne użytkowanie rodzi konkretne obowiązki. Wideorejestrator dokumentuje nie tylko przebieg drogi, lecz także wizerunki przechodniów oraz numery rejestracyjne innych pojazdów.
W świetle przepisów o ochronie danych osobowych kierowca staje się administratorem tych informacji. Dopóki film zostaje na karcie pamięci do prywatnego użytku, nic się nie dzieje. Problemy zaczynają się w momencie, gdy kierowca podzieli się nagraniem z szerszą publicznością.
Zakaz publikowania w sieci
Publikowanie filmów z drogowych incydentów w mediach społecznościowych to najprostsza droga do sądu. Nawet jeśli inny kierowca zachował się skandalicznie, nie masz prawa wystawiać go na publiczny lincz bez odpowiedniej cenzury.
Sądy coraz częściej przyznają wysokie zadośćuczynienia osobom, których wizerunek został upubliczniony bez ich zgody. Samodzielne zakrywanie tablic rejestracyjnych bywa niewystarczające. Jeśli na filmie można rozpoznać sylwetkę kierowcy lub charakterystyczne cechy auta, autor nagrania ryzykuje pozew o naruszenie dóbr osobistych.

