fot. Pixabay

Mimo iż kryzys graniczny na pograniczu z Białorusią nieco już przygasł, wciąż stacjonują tam polscy żołnierze, którzy wspierają jednostki Straży Granicznej, m.in. w patrolowaniu oraz zapobieganiu nielegalnym próbom wdarcia się na terytorium RP. Żołnierz zdradził, jak naprawdę wygląda służba na granicy. Na Wojskach Obrony Terytorialnej nie pozostawia suchej nitki.

Do anonimowego rozmówcy – żołnierza regularnych wojsk operacyjnych – dotarli dziennikarze portalu o2.pl. Wojskowy odsłonił przed nimi kulisy pracy służb na granicy. A te niestety nie są za ciekawe – chociaż sami żołnierze dają radę. Wojskowi skarżą się głównie na warunki polowe, w jakich przyszło im mieszkać oraz niejasne zasady rotacji.

„Sami doszczelniamy namioty wszelki możliwymi sposobami. Okopujemy je ziemią, wejście do namiotu uszczelniamy kocem” – przyznaje w rozmowie z o2 jeden z żołnierzy wojsk operacyjnych z 12. Brygady Zmechanizowanej.

„W tej chwili żołnierz na granicy spędza od 4 do 7 tygodni. Przełożeni przed wyjazdem mówią o 2-3. Żołnierze są sfrustrowani faktem, że mimo wcześniejszych zapewnień, nie mogą zjechać do domu. Jesteśmy oszukiwani, a na odprawach przełożeni oszukują swoich wyższych przełożonych, że wszystko sprawnie działa” – podkreśla rozmówca portalu.

Oprócz regularnej armii, na pograniczu stacjonują także „terytorialsi” – Wojska Obrony Terytorialnej, których nie dało się nie dostrzec na wielu fotografiach z obszaru objętego stanem wyjątkowym. Zdaje się jednak, że to tylko dobry marketing.

Co robi WOT na granicy?

„Od kiedy tu jeżdżę nigdzie nie spotkałem żołnierzy WOT-u. Z tego co mi wiadomo zostali przeznaczeni do działań na tyłach jednostek operacyjnych. Natomiast sprawdzają się do sesji fotograficznych” – dodaje rozmówca.

Na granicy krąży także wiele anegdotycznych historii o „przygodach” terytorialsów. Bohaterką jednej z takich opowieści była żołnierka WOT, która nocą poszła do lasu za potrzebą. Zaniepokoił ją jednak szelest, dobiegający z zarośli. Nadgorliwa wojskowa… oddała serię strzałów w kompletną ciemność. Jak się później okazało, hałas spowodował bóbr, który krzątał się w zaroślach. Jak twierdzą żołnierze operacyjni, zwierzę miało zginąć.

MON natomiast stanowczo zaprzecza, że w strefie przygranicznej doszło do niekontrolowanego otwarcia ognia.

„Wśród żołnierzy WOT nie odnotowano przypadków niekontrolowanego wystrzału” – brzmi odpowiedź na pytanie dziennikarzy portalu o2.pl, wystosowana przez Centrum Operacyjne MON.

Była także anegdotka o zagubieniu przez jednego z żołnierzy broni służbowej. Ta historia także nie została potwierdzona, choć nie wydaje się to mało prawdopodobne.

Więc co robią żołnierze WOT na granicy? Rozmówcy portalu o2.pl mówią, że „terytorialsi” zajmują się głównie zabezpieczeniem tyłów – co niejako potwierdza odpowiedź MONu.

„Obecnie żołnierze WOT pełnią patrole na granicy wzdłuż rzeki Bug oraz na granicy strefy stanu wyjątkowego. Prowadzą również rozpoznanie obrazowe bezpośrednio na granicy polsko-białoruskiej” – brzmi odpowiedź MON.

WOT patroluje więc „granicę stanu wyjątkowego”, czyli wewnętrzną granicę strefy od strony polskiej oraz mniej ruchliwy odcinek granicy na rzece Bug.

Obserwuj nas w Google News i bądź na bieżąco!

→ Wejdź i naciśnij gwiazdkę