Eksplozja jądrowa w Rosji! Kreml udaje, że nic się nie stało! (WIDEO)

W czwartek w pobliżu poligonu Nionoksa pod Archangielskiem doszło do wybuchu jądrowego silnika rakiety Buriewiestnik. Zginęło pięć osób. Rosyjskie władze próbowały wszystko zatuszować.

O sprawie poinformowała weekendowa „Gazeta Wyborcza”. Buriewiestnik – strategiczny międzykontynentalny pocisk manewrujący – to najnowsza rosyjska broń odwetowa, której zalety prezentował prezydent Władimir Putin podczas konferencji 1 marca 2018 roku. Po pojawieniu się nieoficjalnych informacji o wybuchu mieszkańcy Archangielska i jego okolic zaczęli wykupywać masowo z aptek preparaty z jodem. Rosjanie preparat ten przyjmowali wcześniej po katastrofie w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Panikę zwiększył dodatkowo komunikat na internetowej stronie Siewierodwińska, ośrodka przemysłu stoczniowego budującego okręty dla marynarki wojennej. Informował on o podwyższonym poziomie promieniowania radioaktywnego i bardzo szybko został usunięty.

Władze po tym, co określały początkowo jako "nieistotny wypadek przy próbach rakiety na paliwo ciekłe", uspakajały…

Opublikowany przez Gazeta Wyborcza Niedziela, 11 sierpnia 2019

W pobliżu miejsca katastrofy pojawił się również tankowiec „Sieriebrianka” przeznaczony do zbierania i wywożenia odpadów radioaktywnych.

Jak pisze „GW”, Rosatom, czyli Rosyjska Państwowa Korporacja Energetyki Jądrowej, dopiero w sobotę przyznał, że w czasie prób nieokreślonego silnika rakietowego na platformie morskiej na Morzu Białym zginęło jego pięciu specjalistów. Byli oni zatrudnieni w Instytucie Naukowo-Badawczym w Sarowie, a więc w placówce, w której konstruowane są nowe rodzaje broni jądrowej.

Dziennik pisze, że „władze (…) przyznały, że w czwartkowym wypadku uczestniczyła «instalacja z izotopowymi źródłami promieniowania radioaktywnego»”. Podkreśla, że sytuacja przypomina tę z 1986 roku, gdy po awarii w Czarnobylu w pierwszych komunikatach informowano oficjalnie, że nastąpiła „awaria z odrzuceniem fragmentów poza teren elektrowni”.

Komentarze