
Otwarcie koperty z rachunkiem za energię bywa momentem dużego stresu. Zamiast szukać winy wyłącznie w rosnących stawkach taryfowych, warto przyjrzeć się urządzeniom pracującym w naszym domu.
Największym pożeraczem prądu w wielu gospodarstwach domowych jest elektryczny bojler do podgrzewania wody. Jeśli urządzenie jest stare lub pokryte grubą warstwą kamienia, potrzebuje znacznie więcej energii do osiągnięcia żądanej temperatury.
Wiele osób ustawia termostat na zbyt wysokim poziomie, przez co sprzęt pracuje niemal bez przerwy. To właśnie nieefektywne przygotowywanie ciepłej wody najczęściej winduje rachunki do poziomu kilkuset złotych miesięcznie.
Inne „pobieracze” prądu
Kolejnym podejrzanym są stare lodówki i zamrażarki. Z biegiem lat uszczelki w tych urządzeniach twardnieją i przestają spełniać swoją funkcję. Powoduje to ucieczkę chłodu i zmusza kompresor do ciągłej, intensywnej pracy.
Nie można też zapominać o tak zwanych wampirach energetycznych, czyli sprzętach działających w trybie czuwania. Choć pojedyncza dioda przy telewizorze czy konsoli pobiera znikomą ilość prądu, to suma wszystkich ładowarek, routerów i dekoderów w całym domu tworzy zauważalną pozycję na fakturze.

