Fot.ilustr.Pixabay.com/Tumisu/Public Domain

Główny Urząd Statystyczny poinformował we wtorek,  że zgodnie z przygotowanym przez tę instytucję tzw. szybkim szacunkiem inflacja w listopadzie 2021 roku wzrosła w porównaniu do listopada 2020 roku aż o 7,7 proc. Ten poziom wzrostu – którego nie przewidział rząd Mateusza Morawieckiego – oznacza, że Polska ma obecnie najwyższą inflację od grudnia 2000 roku. Wtedy – w ostatnim miesiącu XX wieku – wyniosła ona 8,5 proc.

Z kolei w porównaniu z październikiem br. inflacja wzrosła w listopadzie o niecały  1 proc, z poziomu 6,8 proc.

Oznacza to jednak, że ceny nośników energii poszły w górę aż o  2,7 proc. w skali miesiąca, paliw samochodowych – o 2,2 proc., zaś  żywności –  o 1,3 proc.

Z danych przedstawionych przez GUS wynika, że w skali roku najbardziej podrożały paliwa samochodowe na stacjach benzynowych, bo aż o 36,6 proc. Ceny nośników energii, czyli gazu i prądu wzrosły natomiast o 13,4 proc., zaś żywności i napojów – o 6,4 proc.

Jak poinformowało Radio ZET, wolniejsze tempo wzrostu nośników energii nie powinno nikogo cieszyć, gdyż sytuacja zmieni się w przyszłym roku, gdy obowiązywać zaczną nowe taryfy na prąd elektryczny i gaz ziemny.  Według ekspertów wysokie ceny gazu dla odbiorców biznesowych odbiją się wówczas na koszcie zakupu nawozów sztucznych przez rolników. To z kolei  doprowadzi do dużego wzrostu cen żywności.

Cytowany przez  Business Insider Tomasz Wyłuda, dyrektor Biura Doradztwa Inwestycyjnego w Credit Agricole, stwierdził, że w następnych miesiącach inflacja dalej będzie rosnąć. W rezultacie  tempo wzrostu cen będzie już wyższe od wzrostu płacy minimalnej, która ma być od stycznia podwyższona o 7,5 proc. W związku z tym minimum płacowe po raz pierwszy od wielu lat realnie spadnie.

Obserwuj nas w Google News i bądź na bieżąco!

→ Wejdź i naciśnij gwiazdkę