Nie daj się nabrać! Triki stosowane przy świątecznych wyprzedażach

Koniec roku to dla sklepów czas prawdziwych żniw – starają się one wyprzedać jak najwięcej produktów i to z doskonałym skutkiem. Sprzedawcy robią w tym czasie wszystko, aby najpierw nas zwabić, a następnie nakłonić, byśmy zostawili u nich jak najwięcej pieniędzy. W tym celu organizują najróżniejsze promocje i wyprzedaże. Część z nich, to jednak zwykłe triki, czyniące z klientów obiekty manipulacji. Sprawdź, w jaki sposób handlowcy najczęściej chcą nas nabrać.

Walka o nasze pieniądze trwa od momentu, kiedy wchodzimy do sklepu, a kończy dopiero w chwili, gdy sklep opuszczamy. Nawet przy kasie czekają pułapki w postaci gum, wafelków, batoników i innych drobiazgów, które są atrakcyjne szczególnie dla dzieci. Czekając w długiej kolejce, często poddajemy się presji malucha i sięgamy po cukierki czy lizaki. Pierwszą pułapką, która na nas czeka są … wielkie wózki na zakupy. Niezależnie ile kupimy, wciąż wydaje się to niewiele, więc dajemy się nabrać i kupujemy. Co więcej, część sklepów wręcz rezygnuje z małych koszyków, bo ograniczają one naszą konsumencką duszę. Prawdziwą sztuką są jednak promocje, w tym najstarszy i najbardziej znany trik z dwiema cenami: przekreśloną poprzednią ceną produktu (dużo wyższą niż obecna), i aktualną. Tylko że wiele sprzedawców przed tą promocja mocno winduje ceny, by później nie stracić. Kolejna pułapka to obniżka „do 80 procent”, tyle tylko, że hasło to nie oznacza, że wszystkie towary są przecenione. Co więcej, równie dobrze cena danego produktu może być obniżona o 5 czy 10 procent, bo przecież to także obniżka „do 80 procent”.

Czytaj także:  Powstało sztuczne mięso. Zjadłbyś?

Ulubioną ofertą wielu sklepów, są tzw. wielopaki. Nie tylko można w ten sposób sprzedać kilka sztuk towarów naraz, ale jeszcze – ładnie opakowane i przedstawione jako „superokazja” – doskonale się sprzedają. Szczególnie, że często w takim zestawie są „gratisowe” produkty, np. herbaty, filiżanki, mydełka. Niewielu klientów zadaje sobie trud, aby sprawdzić, że takie same lub podobne towary kupowane pojedynczo są często tańsze niż w wielopaku. Tymczasem cena takich wieloraków może być nawet o 30 proc. wyższa od kwoty, jaką zapłacilibyśmy za każdą rzecz z osobna. Dotyczy to również zestawów z „gratisowymi” dodatkami. Przed zakupem warto zatem porównać nie tylko ceny różnych marek, ale tez cenę tego samego produktu w zależności od zakupionej ilości. Równie popularne są zniżki „50 procent” przy zakupie dwóch czy trzech produktów. To zresztą jedna z najpopularniejszych ofert, nie tylko w ostatnich dniach grudnia. Jednak oznacza ona zupełnie co innego, niż sądzimy. Bardzo często bowiem jesteśmy przekonani, że kiedy kupimy w promocji dwa produkty zamiast jednego, to za każdy z nich zapłacimy połowę ceny. Ponieważ to oznacza, że tak naprawdę drugi produkt jest za darmo, często się dajemy nabrać i decydujemy się na zakup nawet jeśli cena jest nieco wyższa niż innych produktów. Tymczasem obniżka „50 procent” dotyczy tylko drugiego produktu. Za pierwszy zapłacimy normalną cenę. Już nie trikiem, a zwykłym oszustwem są inne ceny towarów na półkach, a inne przy kasie. Te na półkach są oczywiście atrakcyjne, ale w kodzie kreskowym na opakowaniu zakodowana jest wyższa cena. Jeśli przy kasie klient zorientuje się, że cena się nie zgadza, kasjerka zwykle tłumaczy, że klient się pomylił lub promocja się skończyła. Przed świętami czy Sylwestrem robimy niestety większe zakupy, dlaczego często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że zostaliśmy oszukani. Dlatego sprawdzajmy ceny pod czytnikami (szczególnie towarów w atrakcyjnych cenach) i nie wierzmy w to, że ten cenowy bałagan był przypadkowy.

Czytaj także:  Sensacyjne odkrycie! Znaleziono grób założyciela Rzymu?

Komentarze