Obwołano ją mianem najgorszej narciarki na igrzyskach w Pjongczangu! Zapamiętana zostanie też z innego powodu

Elisabeth Swaney podczas dwóch przejazdów zdobyła najniższą w rankingu punktację, nie wykonując żadnej dodatkowo punktowanej akrobacji. Należy zaznaczyć, że zawodniczka ta nauczyła się jazdy na nartach w wieku dopiero 25 lat i wtedy postawiła sobie za cel start w igrzyskach. Jednak jak pokazała praktyka, jej umiejętności okazały się dość ubogie i dalekie do tego, aby wziąć udział w tej światowej imprezie sportowej. Wykorzystała więc swój inny atut – spryt, który pozwolił jej na upragniony start. Osiągnęła to działając legalnie, bez łamania żadnych zasad.

Elizabeth Swaney, mimo iż urodziła się i wychowała w Stanach Zjednoczonych, w igrzyskach była częścią reprezentacji węgierskiej, skąd pochodzili jej dziadkowie. Stąd też wziął się wybór startu w reprezentacji tego kraju, po tym jak w ojczystej amerykańskiej zabrakło dla niej miejsca. Podczas ukończonych obu zjazdów w halfpipe nie wykonała żadnych akrobacji o większym stopniu komplikacji niż obrót o 180 stopni przez co, jak nietrudno zgadnąć, jej noty nie dały najmniejszych szans na kwalifikację do finału. Zajęła w konkurencji ostatnie miejsce tracąc do wyprzedzającej ją Dunki Dany Laii Friis-Salling Swanej aż 1,6 punktu i osiągając w obu zjazdach odpowiednio 30 i 31,4 punktu. Po zawodach, w krótkim wywiadzie dla „The Guardian” powiedziała, że jest rozczarowana brakiem kwalifikacji do finału, dodając, że pracowała wiele lat na start w tych igrzyskach.

Swaney, zapewne zdając sobie sprawę ze swoich skromnych umiejętności, od 25 roku życia konsekwentnie stosowała kilka, całkowicie legalnych trików, zwiększających jej szanse. Przez lata, zanim jeszcze na dobre rozpoczęła przygotowania do wyjazdu do Korei Południowej, wielokrotnie zmieniała dyscypliny sportu oraz kraje, jakie reprezentowała. W 2016 roku ogłosiła publiczną zbiórkę środków mających pozwolić jej na start w Pjongczangu. Jednak jak wiadomo finanse to jedno, a zakwalifikowanie się do olimpijskiej reprezentacji to zupełnie co innego.

Narciarka, absolwentka Harvardu będąc osobą pragmatyczną zastosowała bardzo wyszukaną strategię, której nie zabraniają międzynarodowe przepisy sportowe. Zaczęła gromadzić starty w kolejnych zawodach pucharu świata, tak aby utrzymywać się zawsze w pierwszej trzydziestce. Robiła to w sprytny sposób. Nie startowała bowiem we wszystkich zawodach a jedynie w tych, w których w kobiecym halfpipe startowało nie więcej niż 30 pań. W takich imprezach warunkiem wystarczającym do kwalifikacji jest tylko ukończenie przejazdu bez przewrócenia się. Swaney w takich zawodach nie wykonywała nawet żadnych akrobacji w celu zdobycia dodatkowych punktów, można więc stwierdzić, że obrana taktyka była minimalistyczna. Jednak to, co na zawodach pucharu świata wystarczało do kwalifikacji okazało się niewystarczające na igrzyskach, na których zajęcie ostatniego miejsca jest równoznaczne z pożegnaniem się z jakimikolwiek szansami na start w kolejnym etapie zmagań.

Wiele osób zarzuca narciarce, że takie zachowanie jest cyniczne, ona sama jednak obrusza się na sugestie, że z premedytacją wykorzystała luki w zasadach w celu dostania się na igrzyska mimo braku talentu. Jak sama mówi:

– Chcę inspirować innych na Węgrzech i na całym świecie do zainteresowania się freestylem. Może jestem łącznikiem z tymi, którzy chcą zacząć i którzy na moim przykładzie zobaczą, że to możliwe niezależnie od tego, co się do tej pory robiło.

Obraną przez Swaney taktykę można zapewne oceniać zarówno pozytywnie jak i negatywnie, rozpatrując z różnych punktów widzenia i na różnych płaszczyznach. Jednak mimo oceny, jakakolwiek by ona nie była, na pewno nie można tej amerykańskiej narciarce odmówić sprytu i konsekwencji w dążeniu do obranego celu, których to cech wielu ludziom brakuje i poddają się oni zanim rozpoczną walkę nie wierząc, że realizacja marzenia jest w ich zasięgu.

Wiadomości dla Ciebie:

  • 11
  •  
  •  

Komentarze