Pamiętacie sprawę sędziego, który kradł drobny sprzęt w marketach? Wciąż pozostaje bezkarny!

Robert W. będący sędzią Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu zasłynął z tego, że bez skrupułów sięgał po towar z półek sklepowych Media Markt, za który nie płacił. Czy za kradzież sprzętu elektronicznego w jakikolwiek sposób poniósł konsekwencje? Nic podobnego!

4 lutego ubiegłego roku w markecie w Wałbrzychu Robert W. wraz z żoną dokonał kradzieży dwóch głośników, dwóch pendrivów oraz kabla, o łącznej wartości 2,1 tys. zł. Dwa dni potem sędzia sięgnął po towar, za który nie zamierzał płacić we Wrocławiu, gdzie w markecie skradł dwa głośniki, 13 pendrivów, dwie karty Micro SD oraz słuchawki, na łączną kwotę 2,4 tys. zł.

Pracownicy wrocławskiego marketu i ochroniarze zeznawali potem, że na sprzęcie monitorującym sklep obserwowali, jak mężczyzna wkłada do koszyka różnego rodzaju towar i z pomocą cążek oraz nożyka przełamuje ich zabezpieczenia przed kradzieżą. Opakowania po sprzęcie odkładał na półki, a  wyciągniętą z opakowań zawartość chował w kieszeni płaszcza. Złodzieja zatrzymano za linią kas.

Jak potoczyły się losy sędziego o „lepkich rękach”? We wrześniu Sąd Apelacyjny w Warszawie zezwolił na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności, jednak sędzia nie zgodził się na to i 3 października poskarżył się do Sądu Najwyższego. Jednak Sąd Najwyższy do tej pory milczy, związując tym samym ręce Prokuratury Krajowej.

Krzysztof Michałowski z biura prasowego Sądu Najwyższego uspakaja: – Ta sprawa czeka w kolejce. Nie ma w tym nic niezwykłego. Ale możliwe, że jeszcze w styczniu wyznaczony zostanie termin posiedzenia, na którym zapadną decyzje dotyczące sędziego W.

Czytaj także:  PiS traci poparcie

Póki co Robert W. nie poniósł żadnej kary, prokuratura nawet nie miała możliwości postawić mu zarzuty, czy choćby przesłuchać go w charakterze podejrzanego. Za karę można uznać jedynie obniżenie mu wynagrodzenia o połowę, przez co sędzia łamiący prawo będzie otrzymywał pensję w wysokości  8 tys. zł.

I jak tu nie kraść za tę głodową pensję? Cytując prof. Małgorzatę Gersdorf „za ok. 10 tys. brutto dobrze żyć można tylko na prowincji”, wypada nam tylko współczuć nędzy, w jakiej przyszło żyć sędziemu z nieprowincjonalnego Wrocławia.