„PiS może wygrać wybory, ale nie musi rządzić”. Po 13 października zanosi się na zmianę władzy!

„Jeśli do Sejmu wejdą Lewica, PSL-Kukiz’15 i Konfederacja, to samodzielne rządy partii Jarosława Kaczyńskiego mogą się okazać mrzonką. A do koalicji ze Zjednoczoną Prawicą nikt się nie kwapi”, pisze Jacek Nizinkiewicz w piątkowej „Rzeczpospolitej”.

Dziennikarz podkreśla, że na tak bezprecedensowe zwycięstwo jak w 2015 roku PiS nie może liczyć w październiku tego roku. Wtedy „pierwszy raz w historii wolnej Polski zwycięski obóz nie musiał szukać koalicjanta i mógł sprawować rządy samodzielnie”. Teraz, zdaniem publicysty, sytuacja jest inna, mniej korzystna dla partii rządzącej.

„Sondaże wyborcze są po myśli partii Kaczyńskiego. Jednak rządzący doskonale wiedzą, że samodzielną większość cztery lata temu zdobyli nie tylko dzięki własnej sprawności, ale w dużej mierze dzięki korzystnemu splotowi okoliczności. SLD popełnił błąd, idąc do wyborów w koalicji jako Zjednoczona Lewica, za co ceną było nieprzekroczenie progu 8 proc. Z kolei partia Janusza Korwin-Mikkego zdobyła 4,76 proc., czyli niewiele brakowało, żeby przekroczyć próg 5 proc. dla partii. Również frekwencja wyborcza nie była porywająca, gdyż do urn poszła niespełna połowa uprawnionych do głosowania. Na tak sprzyjające okoliczności jak w poprzednich wyborach parlamentarnych PiS nie może liczyć jesienią”, wyjaśnia Nizinkiewicz.

Dziennikarz wskazuje, że zjednoczona Lewica, która startuje z list SLD i której wystarczy przekroczenie 5-procentowego progu wyborczego, tym razem znajdzie się w Sejmie. Podobnie wiele wskazuje na to, że swoich przedstawicieli wprowadzą na Wiejską ludowcy z Kukizem’15. Ponadto zagrożeniem dla PiS z prawej strony może być Konfederacja z Januszem Korwinem-Mikkem. „Oba byty polityczne w dużej mierze łowią w tym samym zbiorze wyborców co PiS”, zauważa publicysta „Rzeczpospolitej”, odnosząc się do PSL i Konfederacji. „Niemal wszystkie siły polityczne maksymalnie mobilizują wyborców, zapewniając, że najbliższe wybory parlamentarne są kluczowe dla przyszłości Polski”, podkreśla.

Nizinkiewicz twardy elektorat PiS-u szacuje na 24–26 proc. Zaznacza, że partia Kacyzńskiego „liczyć może również na wsparcie części beneficjentów swoich rządów, ale to opozycja ma szanse zmobilizować potencjalnych wyborców, którzy są przeciwni rządzącym”.

„PiS wydaje się teflonowo odporny na afery, ale taka do czasu była też PO. A do wyborów może wypaść z szafy PiS kilka trupów. Może dojść do strajków. Opozycja w najbliższych dniach zamierza gryźć trawę, żeby nie pozostawić władzy w rękach ludzi Jarosława Kaczyńskiego. PiS sam podkłada się, popełniając błędy w kampanii, strasząc przedsiębiorców, media, artystów, zaniedbując służbę zdrowia i idąc na wojnę z nauczycielami. Prezes Kaczyński nie rzucał słów na wiatr, kiedy zapowiadał w Polsce drugi Budapeszt czy drugą Turcję”, konkluduje Jacek Nizinkiewicz.

Komentarze