Podwyżki nie tylko płacy minimalnej?

Od 1 stycznia 2020 r. zwiodło minimalne wynagrodzenie i wynosi obecnie 2600 zł. Ta znacząca podwyżka zachęca również zarabiających nieco lepiej o przedstawiania swoich żądań płacowych szefom.

Od Nowego Roku najniższa pensja wzrosła o 350 zł, zaś minimalna stawka godzinowa dla samozatrudnionych i zleceniobiorców – o 2,30 zł (wynosi obecnie 17 zł). Wynika to z rozporządzenia Rady Ministrów z 10 września 2019 r. w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej w 2020 r. (Dz.U. poz. 1778). Oznacza to, że pracodawcy byli zmuszeni podwyższyć od 1 stycznia br. wynagrodzenie co najmniej do wspomnianych kwot. Co więcej, pracodawcy muszą pamiętać o innej zmianie – w minimalnej pensji nie jest już uwzględniany dodatek stażowy. Dlatego też jeśli wynagrodzenie pracownika bez tego składnika nie osiąga poziomu najniższej płacy, pracodawca jest zobowiązany podwyższyć je do tego pułapu.

Czytaj także:  Lider Bayer Full o liderce Strajku Kobiet: „Pani Lempart” to brzmi tak po niemiecku
 

Podwyżka płacy minimalnej oznacza, że rząd spełnił postulat związków zawodowych, by ustawowe minimum płacowe stanowiło co najmniej połowę średniej pensji. Jednak pracodawcy zauważają, że taki wzrost płacy może wywołać negatywne skutki dla niektórych pracowników, szczególnie tych o najniższych kwalifikacjach.

Z uwagi na trudności w rekrutacji i koszty pracy, coraz więcej firm będzie decydowało się na automatyzację pewnych procesów. Dotyczy to szczególnie mało skomplikowanych, powtarzalnych prac. Wzrost najniższej pensji może również niekorzystnie odbić się na wielu branżach (np. firm ochroniarskich i sprzątających, branży gastronomicznej, hotelarskiej). Co więcej, osoby zarabiające nieco więcej niż minimalna pensja najczęściej nie będą mogły liczyć na podwyżkę, co może wywołać spadek motywacji pracowników i ruchy kadrowe.

Czytaj także:  „Wpisujemy się w scenariusz rosyjski”. Polityk PO porównał Morawieckiego do Cyrankiewicza