
Na początku kwietnia 2026 roku odnotowuje się wyraźną zmianę w zachowaniach płatniczych obywateli, będącą reakcją na rosnące ceny paliw oraz destabilizację sytuacji na Bliskim Wschodzie.
REKLAMA
Z najnowszego sondażu IBRiS przeprowadzonego dla „Rzeczpospolitej” wynika, że niemal połowa społeczeństwa (46,5 proc.) podjęła decyzję o ograniczeniu codziennych wydatków. Wzrost kosztów życia oraz obawy o dalszą eskalację inflacji stają się kluczowymi czynnikami determinującymi domowe budżety, wymuszając na konsumentach większą ostrożność przy podejmowaniu decyzji zakupowych.
Analiza statystyczna wskazuje na zróżnicowanie postaw w zależności od deklarowanych sympatii politycznych oraz statusu wyborczego. Najwyższy odsetek osób ograniczających wydatki odnotowuje się wśród respondentów niezdecydowanych oraz niegłosujących (62 proc.), a także wśród zwolenników opozycji (54 proc.).
W grupie identyfikującej się z obozem rządzącym odsetek ten jest wyraźnie niższy i wynosi 30 proc. Mimo narastającej presji cenowej, blisko 53 proc. ankietowanych deklaruje, że do tej pory nie zmieniło swoich dotychczasowych nawyków konsumpcyjnych, co sugeruje pewną bezwładność zachowań rynkowych w pierwszej fazie szoku cenowego.
REKLAMA
Sytuacja szybko się nie zmieni
Eksperci ekonomiczni podkreślają, że obecna wstrzemięźliwość konsumentów nie musi prowadzić do natychmiastowego wyhamowania gospodarki. W krótkim terminie gospodarstwa domowe często decydują się na utrzymanie standardu życia kosztem redukcji stopy oszczędności. Zjawisko to ma jednak charakter przejściowy – długotrwałe utrzymywanie się wysokich cen ropy naftowej na rynkach światowych nieuchronnie przełoży się na wzrost cen żywności, nawozów oraz kosztów energii i gazu, co w perspektywie kolejnych miesięcy może zmusić pozostałą część społeczeństwa do rewizji planów finansowych.
