Powiedziała, że odchodzi. W odwecie pociął jej twarz!

Nie od dziś wiadomo, że osoby porzucone zdolne są do czynów strasznych. Tak było z Boguszem W. 34-latek postanowił się zemścić na partnerce. Kilka dni przed dokonaniem makabrycznego czynu jego dziewczyna Wiktora S. oznajmiła, że odchodzi. Najwyraźniej mężczyzna nie mógł się z tym pogodzić i brutalnie to zamanifestował. Zaatakował nożem 24-latkę w bok i tył głowy.

Masakra miała miejsce w bloku przy ul. Jankowskiego w Rudzie Śląskiej. Tam właśnie Wiktoria była u koleżanki na imprezie. Bawiła się tym razem sama, już bez Bogusza. – Mężczyzna dowiedział się, gdzie może przebywać poszkodowana. Czekał pod blokiem, aż wyjdzie – informuje Arkadiusza Ciozak z policji w Rudzie Śląskiej. 

Razem ze znajomą kobieta wyszła z mieszkania po godz. 7 rano. Wówczas podbiegł do nich Bogusz W. rzucając wyzwiska i grożąc Wiktorii, że ją potnie. Kobiety uciekły do bloku i waliły w drzwi mieszkań szukając pomocy. Mężczyzna wbiegł za nimi, dopadł byłą partnerkę i przewrócił. – Ofiara była bita, kopana. Otrzymała też ciosy nożem. Na szczęście leżała twarzą do podłogi, a ciosy spadły z boku i z tyłu głowy – oznajmia prokurator rejonowy w Rudzie Śląskiej Maciej Szlęk.

Wówczas na korytarzu pojawił się mężczyzna chcący pomóc kobiecie. – Został pobity. Jeden z ciosów spowodował złamanie pokrzywdzonemu kości twarzoczaszki – mówi prokurator. Gdy na klatce schodowej pojawiło się więcej osób, agresor uciekł.

Poszukiwania bandziora trwały dwa tygodnie. – Niemal co dnia zmieniał miejsca pobytu. Zatrzymaliśmy go w taksówce, gdy był w drodze do kolejnej „mety” – mówi Arkadiusz Ciozak.

Z uwagi na to, że Bogusz W. to osoba bardzo agresywna, w aresztowaniu uczestniczyli antyterroryści. Zatrzymany w lutym tego roku wyszedł z więzienia, gdzie przebywał za rozboje i pobicia. Obecnie znowu czekać go będzie odsiadka. – Będzie odpowiadał za usiłowanie spowodowania trwałego oszpecenia i groźby karalne wobec kobiety. Zdecydowaliśmy się też na postawienie podejrzanemu zarzutu naruszenia nietykalności funkcjonariusza publicznego, gdyż mężczyzna, który ruszył z pomocą kobiecie, był wówczas w takiej roli – informuje Maciej Szlęk.

Komentarze