
Unia Europejska ostatecznie przypieczętowała los domowych budżetów, przyjmując drastyczne rozszerzenie systemu handlu emisjami CO2, znane jako ETS2. Nowe przepisy uderzą bezpośrednio w portfele właścicieli domów ogrzewanych węglem i gazem oraz posiadaczy aut spalinowych, nakładając na nich koszty „śladu węglowego”.
System ETS2, który zacznie obowiązywać w pełnym wymiarze od 1 stycznia 2028 roku, oznacza doliczanie opłat emisyjnych bezpośrednio do ceny każdego litra paliwa i tony opału. Szacunki ekspertów są bezlitosne: litr diesla może podrożeć o ok. 35–60 groszy, a benzyny o ok. 30 groszy tylko w pierwszej fazie działania systemu.
Dla przeciętnego kierowcy pokonującego standardowe dystanse oznacza to dodatkowy wydatek rzędu kilkuset złotych rocznie, który zostanie automatycznie pobrany przy dystrybutorze przez koncerny paliwowe pełniące rolę poborców unijnego podatku.
Nawet 4,5 tys. zł więcej
Jeszcze mroczniej wyglądają prognozy dla sektora mieszkalnictwa, gdzie ogrzewanie budynków paliwami kopalnymi stanie się towarem luksusowym. Analizy wskazują, że przeciętna polska rodzina ogrzewająca dom gazem lub węglem zapłaci rocznie od 1600 zł do nawet 4500 zł więcej w zależności od rynkowych cen uprawnień do emisji.
Polska, ze względu na wysoki udział paliw kopalnych w miksie energetycznym, znajduje się w grupie krajów najbardziej narażonych na ten finansowy szok, co może doprowadzić do gwałtownego wzrostu ubóstwa energetycznego milionów obywateli.
