Rozwody sparaliżują sądy? Sprawa może ciągnąć się przez 7 lat!

Sprawy sądowe w Polsce zawsze trwały bardzo długo. Pandemia jeszcze bardziej pogorszyła sytuację. W kwestii relacji rodzinnych i rozwodów obecna sytuacja przysporzyła znacznych problemów. Spędzanie ze sobą więcej czasu – co samo w sobie powinno być czymś pożądanym – przynosi niejednokrotnie kumulację pretensji i konfliktów. A te w małżeństwach prowadzą niejednokrotnie do rozwodu.

   

Sprawy rozwodowe w naszym kraju potrafią trwać latami, a to komplikuje życie. Formalnie jeszcze małżonkowie, choć już w nowych związkach, prowadzić chcą nowe życie, a sprawa rozwodowa to utrudnia. – Najdłuższy rozwód, jaki prowadziłam, trwał 7 lat, akta sprawy miały 11 tomów. Konflikt był o wszystko: winę, miejsce zamieszkania dzieci, kontakty z dziećmi, władzę rodzicielską, alimenty – wspomina radca prawny i autorka książki „Rozwód czy separacja? Poradnik praktyczny” Joanna Hetman-Krajewska w rozmowie z WP Kobieta.

Od czasów pojawienia się pandemii koronawirusa praca sądów w dużej mierze została sparaliżowana, a wiele spraw pospadało z wokand. By ratować sytuację, wprowadzono możliwość przeprowadzenia rozprawy bez udziału stron. Z jednej strony to udogodnienie, z drugiej strony zagrożenie dla praw obywatelskich. W przypadku spraw rozwodowych rozwiązanie takie może przyspieszyć uzyskanie wyroku.

   

Od czego zależy szybkość uzyskania rozwodu?

Mimo, że na terenie naszego kraju obowiązują jednolite przepisy, to tempo uzyskania rozwodu jest uzależnione od… miasta, w którym przeprowadzona jest sprawa. Drugim istotnym czynnikiem jest poziom skomplikowania sprawy. – Jeżeli jest jawny spór, to na sprawę można czekać od 4 do 8 miesięcy, jeżeli jest między małżonkami porozumienie, to dużo krócej. Ostatnio prowadziłam sprawę, gdzie pozew został złożony w październiku, a rozprawa odbyła się w listopadzie. Małżeństwo zostało rozwiązane na jednym posiedzeniu i to w Warszawie – wskazuje Hetman-Krajewska.

Jednym słowem, gdy obydwoje małżonkowie wyrażają zgodną wolę rozwiązania małżeństwa na dogadanych wzajemnie warunkach, sprawa rozwodowa może być formalnością załatwioną bardzo szybko. Gdy istnieje między małżonkami konflikt co do tych kwestii, procedura rozwodowa może ciągnąć się latami.

   

W tym miejscu warto wspomnieć o inicjatywie zmian w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym autorstwa posła Lewicy Marka Dydycha, które przewidują, iż rozwodu za zgodną wolą obu stron udzielać będzie mógł Urząd Stanu Cywilnego. To rozwiązanie podobne do tego, które wprowadzono kilka lat temu, a dotyczące kwestii stwierdzenia nabycia spadku. Wcześniej wyłącznie sądy miały kompetencje w tym zakresie, a obecnie w przypadku zgodnej woli spadkobierców notariusz może sporządzić tzw. akt poświadczenia dziedziczenia. – Chodzi o to, aby drobniejsze sprawy „wyrzucać” z sądów. (…) Przy rozwodach to byłby podobny mechanizm. Niech to robią kierownicy USC w trybie administracyjnym. Oczywiście pod warunkiem ugodowości – mówi prawnik.

Zobacz także:  Senator KO odchodzi do partii Hołowni

Jakie są koszty rozwodu?

Stała opłata sądowa od pozwu wynosi 600 zł. Gdy w grę wchodzi też sądowy podziału majątku, dodatkowo należy uiścić 300 zł lub 1000 zł (w zależności od tego, czy projekt sposobu podziału majątku jest zgodny bądź nie).




Jednak mogą to nie być ostateczne koszty, albowiem w toku rozprawy mogą dojść koszty niezbędnych opinii np. psychologiczno-pedagogicznej, która występuje w sprawach dotyczących np. władzy rodzicielskiej. – W takich miastach, jak Warszawa czy Kraków czeka się około roku na opinię zespołu sądowych specjalistów. To jest organ pomocniczy dla sądu. Można przyspieszyć otrzymanie takiej opinii poprzez powołanie biegłych z listy biegłych sądowych w danym sądzie. Na taką opinię czeka się krócej, ale jest drożej. Za opinię z OZSS płaci się około 1000 złotych. Za opinię biegłych z listy trzeba zapłacić z reguły 2500-3000 zł, czasami nawet około 5 tysięcy – ujawnia w WP Kobieta prawnik.

Jakie są konsekwencje „przeciągania” spraw rozwodowych?

Ciągnące się sprawy rozwodowe mogą rodzić pewne problemy. Gdy jeden ze współmałżonków zaciągnie zobowiązanie finansowe, drugi ze współmałżonków odpowiada za nie solidarnie tylko wówczas, gdy zostało ono zaciągnięte na zaspokojenie zwykłych potrzeb rodziny. – Natomiast co do zasady każdy odpowiada za swoje zobowiązania, chyba że kredyt zaciągnięto wspólnie – mówi Hetman-Krajewska.

Dużym problemem jest aspekt psychologiczny czyli konieczność tkwienia w układzie, który istnieje tylko formalnie. Jest to przeszkodą do ułożenia sobie życia na nowo, założenia nowej rodziny. Z pewnością rodzi to masę problemów. Może dojść do sytuacji, gdy kobieta tkwiąca jeszcze formalnie w poprzednim związku, zachodzi w ciążę z nowym partnerem. Czy dotychczasowemu mężowi przysługują tu jakiekolwiek prawa do dziecka?




Istnieje bowiem zasada domniemania ojcostwa męża matki czyli niejako z automatu do aktu urodzenia jako ojciec wpisywany jest jej mąż. – Chcąc tę sytuację naprostować, trzeba założyć oddzielną sprawę sądową o zaprzeczenie ojcostwa. Składa się wówczas pozew do sądu rejonowego, rodzinnego. Niestety sprawa rozwodowa zostaje w takim przypadku zawieszona na czas trwania sprawy o zaprzeczenie ojcostwa – mówi prawnik.

     

NIE PRZEGAP NAJCIEKAWSZYCH ARTYKUŁÓW

→ OBSERWUJ NAS W GOOGLE NEWS