Trolle i boty wygrały wybory prezydenckie w 2015? Sensacyjne doniesienia na temat kampanii Dudy!

Obecnemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie w zwycięstwie wyborczym w 2015 roku miała pomóc firma, która za pieniądze PiS szkalowała w internecie Bronisława Komorowskiego.

Jak ustaliły „Gazeta Wyborcza” i Radio ZET, armia botów – czyli fałszywych kont, z których atakowano ówczesnego prezydenta – opłacana była za grube pieniądze z kasy sztabu wyborczego kandydata PiS. W rezultacie Polacy zostali zmanipulowani przez zmasowany, internetowy atak przeprowadzony przez tysiące opłaconych wpisów, które dosłownie zalały sieć.

Identyczną metodę zastosowano w wyborach prezydenckich w USA. Już po nich wyszło na jaw, że opłacona armia botów szkalowała w internecie Hillary Clinton i rozpuszczała na jej temat fałszywe informacje, pomagając wygrać Donaldowi Trumpowi.

Dziennikarze „GW” i Radia ZET dotarli w Państwowej Komisji Wyborczej do sprawozdania wyborczego komitetu kandydata PiS, w którym znajduje się także umowa zawarta z firmą ELCHUPACABRA wraz załącznikami. Zawiera ona dokładne wyliczenie i wycenę kilku tysięcy „automatycznych komentarzy”, które firma miała zamieścić w internecie. Pod umową znajduje się pieczęć i podpis Teresy Szubert, pełnomocnika finansowego komitetu wyborczego Andrzeja Dudy.

W załączniku numer dwa ELCHUPACABRA zobowiązała się, że stworzy miesięcznie tysiąc „wątków tematycznych”, za każdy z nich otrzyma 20 zł, oraz zapewni im aktywność na poziomie 5 tys. „wpisów automatycznych” w miesiącu. Cenę za jeden wpis ustalono na 2 zł. Tylko za marzec 2015 roku PiS zapłacił więc firmie ELCHUPACABRA ponad 40 tys. złotych.

Owe „wpisy automatyczne” to – inaczej mówiąc – fałszywe konta internetowe w mediach społecznościowych, w tym na Facebooku i Twitterze, za pomocą których rozpowszechniano informacje dyskredytujące Bronisława Komorowskiego. Były to między innymi złośliwe memy czy nieprawdziwe informacje, takie jak ta o wchodzeniu przez prezydenta na krzesło w japońskim parlamencie, podczas gdy w rzeczywistości wszedł on na podest do fotografowania się przez oficjalne delegacje, co było normalnym, standardowym zachowaniem.

Działalność ta przyniosła wymierne efekty. Firma Sotrender, która przeanalizowała prezydencką kampanię wyborczą w 2015 roku, pokazała, że na każdego tweeta Bronisława Komorowskiego przypadało 47 aktywności. Tymczasem każdy tweet Andrzeja Dudy podawano czy odpowiadano na niego aż 1200 razy.

W czasie trwania umowy, a więc pomiędzy lutym a kwietniem 2015 roku, kandydat PiS zaczął gwałtownie zyskiwać na popularności w sondażach i rozpoznawalności, zaś w starającego się o reelekcję Komorowskiego uderzono na wielką skalę zorganizowanym hejtem. Był on związany m.in. z tzw. aferą Szoguna. Chodziło o sytuację w japońskim parlamencie, kiedy to Komorowski zwrócił się żartobliwie do szefa BBN Stanisława Kozieja: „Chodź, Szogunie”. W sieci natychmiast pojawiły się tysiące ośmieszających ówczesnego prezydenta memów i prześmiewczych wpisów, zaś hasztag #szogun przylgnął do Komorowskiego i był przez trzy tygodnie sto razy częściej niż dotychczas wyszukiwany w internecie.

W tym czasie Duda bezprecedensowo zaczął zyskiwać w sondażach. Skok między poparciem w lutym a tym na początku kwietnia był absolutnie wyjątkowy. Obecny prezydent w połowie lutego tracił do Bronisława Komorowskiego 30 punktów procentowych. W kwietniu było to już tylko 15 punktów.

Czytaj także:  Polacy najbardziej ufają Dudzie. Prezydenta dogania Kidawa-Błońska

Komentarze