
Andrzej Duda bez ogródek: „Ogłaszanie tego w mediach i robienie koło tego wielkiego halo troszeczkę wygląda na przykrywanie problemów pana premiera z zapewnieniem bezpieczeństwa w szkołach”. Te mocne słowa byłego prezydenta w Polsat News stanowią bezpośrednią ripostę na nagłe komunikaty rządu dotyczące zatrzymania mężczyzny podejrzanego o planowanie zamachu na Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Komentarz głowy państwa z poprzedniej kadencji rzuca zupełnie nowe światło na kulisy medialnego szumu wokół akcji służb, sugerując polityczne tło całej sprawy.
W ocenie Andrzeja Dudy, który przez dziesięć lat sprawowania urzędu znajdował się pod ciągłą ochroną Służby Ochrony Państwa, incydenty związane z pogróżkami pod adresem polityków z pierwszej strony gazet nie stanowią żadnego ewenementu. Polityk podkreślił, że choć funkcjonariusze mają bezwzględny obowiązek reagować na każdy sygnał zagrożenia, to robienie z tego typu spraw ogólnokrajowego widowiska budzi ogromne wątpliwości.
Były prezydent zaznaczył na antenie, że anonimowe wiadomości i groźby karalne były stałym elementem jego codzienności w Pałacu Prezydenckim:
„Byli ludzie, którzy grozili mi czy innym najważniejszym osobom w państwie śmiercią. Różnego rodzaju groźby to była prawie codzienność”.
Przykrywanie kryzysu w oświacie?
Zdaniem byłego szefa państwa publiczne nagłaśnianie niedzielnej akcji służb dokładnie w momencie, gdy rząd zmaga się z falą krytyki po serii tragicznych ataków w placówkach oświatowych, nie jest przypadkowe. Duda sugeruje bezpośrednio, że nagłe ogłoszenie informacji o zagrożeniu dla życia szefa rządu miało na celu odciągnięcie uwagi społecznej od kryzysu bezpieczeństwa w szkołach na Mazowszu.
Głos byłego prezydenta wywołał natychmiastową falę komentarzy po obu stronach politycznego sporu, stawiając pod znakiem zapytania rzeczywiste intencje stojące za otwartym informowaniem opinii publicznej o szczegółach pracy służb specjalnych.
