Gorąco w Paryżu! Płonące samochody, podpalony bank i splądrowane luksusowe sklepy podczas protestu „żółtych kamizelek”!

W czasie osiemnastego już protestu „żółtych kamizelek” demonstranci zrabowali i podpalili sklepy i restauracje na słynnej, reprezentacyjnej alei Paryża Champs-Elysees. W sieci pojawiają się dramatyczne nagrania, na których widać, jak trudno jest policji opanować sytuację.

Demonstranci podpalili też bank, który znajdował się na parterze budynku mieszkalnego. Całość pochłonęły płomienie. Straż pożarna ewakuowała mieszkańców i ugasiła pożar. Jedenaście osób, w tym dwóch strażaków, doznało obrażeń. Z budynku w ostatnim momencie udało się uciec matce z dziećmi, z których najmłodsze miało 9 miesięcy.

Minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner oskarżył na Twitterze podpalaczy o to, że „nie są ani demonstrantami, ani twórcami kłopotliwych sytuacji”, tylko „mordercami”. W sobotę wczesnym popołudniem francuska policja poinformowała, że aresztowane zostały 82 osoby.

Wśród miejsc, które zostały okradzione i zdewastowane, znalazły się m.in. sklepy z odzieżą znanych marek Hugo Boss i Lacoste, ekskluzywna restauracja Fouquet’s, popularna wśród polityków i gwiazd, a także sklep z biżuterią Swarovski.

Przeciwko protestującym służby użyły gazu łzawiącego i gumowych kul. Na ulicach Paryża pojawiło się również wiele armatek wodnych. Media informują o wielu rannych i aresztowanych.

Protesty „żółtych kamizelek” rozpoczęły się w listopadzie 2018 roku i szybko zamieniły się w antyrządowy bunt. Demonstracje nie zostały spowodowane, jak pierwotnie sądzono, obawami związanymi z rosnącymi cenami paliw, ale doszło do nich w wyniku długotrwałego napięcia między elitą z wielkich miast, a środowiskami mieszkającymi na wsiach. W ubiegłą sobotę demonstrowało w całej Francji około 28 tysięcy osób.

Komentarze