
Public domain
Trafienie do placówki medycznej miało przynieść pomoc, a zakończyło się niewyobrażalnym dramatem i pytaniami bez odpowiedzi. Pani Maria spędziła na szpitalnym oddziale ratunkowym niemal dwie doby, po czym jej stan drastycznie się pogorszył. Sprawą zajmują się już odpowiednie służby, a bliscy zmarłej walczą o ujawnienie pełnej prawdy.
Pani Maria, zmagająca się z chorobą nowotworową w postaci szpiczaka mnogiego, trafiła 22 lipca na SOR Szpitala Wojewódzkiego przy ul. Lutyckiej w Poznaniu. Pacjentka zmagała się z silną biegunką, wymiotami, wysoką gorączką oraz wyraźnymi cechami odwodnienia. Ze względu na ewentualne ryzyko zakażenia kobieta została umieszczona w izolatce. Według relacji jej bliskich pomieszczenie to okazano się ciasną i duszną przestrzenią, która równolegle pełniła funkcję magazynu sprzętu medycznego oraz koców.
Sparaliżowana pacjentka spędziła w tych warunkach ponad 46 godzin, leżąc na twardej kozetce bez zabezpieczenia w postaci materaca przeciwodleżynowego oraz bez zapewnienia stałego monitorowania podstawowych funkcji życiowych. Syn pacjentki zauważył, że mimo widocznego pogarszania się stanu zdrowia jego matki, personel medyczny nie zdecydował się na intensyfikację dotychczasowego leczenia. Bliscy Kobiety zwrócili uwagę na narastające trudności z wkłuciem dożylnym oraz objawy w postaci majaczenia, bardzo szybkiego tętna, sinienia ust i zimnych kończyn.
Tragiczny finał i prokuratorskie śledztwo
Gdy kobieta została w końcu przeniesiona na oddział chorób wewnętrznych, personel ocenił jej stan zdrowia jako skrajnie krytyczny. Lekarze podali pacjentce niezbędne płyny, antybiotyk, noradrenalinę oraz tlen, po czym podjęto decyzję o intubacji i pilnym przewiezieniu chorej na Oddział Intensywnej Terapii. Stan pacjentki okazał się jednak nie do odratowania i pani Maria zmarła następnego dnia rano.
Syn zmarłej kobiety złożył zawiadomienie do prokuratury, zaznaczając przy tym, że nie przesądza od razu o winie lekarzy, lecz oczekuje szczegółowego wyjaśnienia okoliczności tej tragedii. Przedstawiciele szpitala zapewniają ze swej strony, że przeprowadzone procedury diagnostyczne i leczenie pozostawały adekwatne do stanu chorej. Dyrekcja placówki przyznała jednocześnie, że wielogodzinny pobyt pacjentki na oddziale ratunkowym uległ znacznemu wydłużeniu ze względu na całkowity brak wolnych miejsc na oddziale docelowym wymagającym izolacji.
