
Mieszkańcy blokowisk znaleźli się na celowniku kontrolerów, którzy bez zapowiedzi zaglądają do worków z odpadami w poszukiwaniu zakazanych przedmiotów. Nowe, rygorystyczne przepisy dotyczące segregacji tekstyliów wywołały popłoch w gminach.
Bezwzględny zakaz wyrzucania ubrań, pościeli i obuwia do pojemników na odpady zmieszane stał się faktem, a służby miejskie przystąpiły do masowych inspekcji. Kontrolerzy sprawdzają zawartość toreb z odpadami bezpośrednio w wiatach śmietnikowych, szukając tekstyliów, które zgodnie z prawem powinny trafić do specjalistycznych punktów zbiórki lub dedykowanych kontenerów.
Jeśli w zbiorczym pojemniku na „zmieszane” znajdą się tekstylia, cała partia odpadów zostaje uznana za niesegregowaną, co automatycznie uruchamia procedurę nakładania kary finansowej na zarządcę nieruchomości.
Graniczna data
Samorządy obawiają się daty 31 marca, gdyż jest to ostateczny termin rozliczenia poziomów recyklingu, od których zależą gigantyczne kary nakładane na gminy przez organy centralne. Aby uniknąć wielomilionowych strat, włodarze miast nakazali strażom miejskim i firmom wywozowym codzienną weryfikację tego, co Polacy wyrzucają do kubłów.
System odpowiedzialności zbiorowej w blokach sprawia, że uczciwie segregujący mieszkańcy stają się zakładnikami jednego sąsiada, który z lenistwa pozbył się starej garderoby w niedozwolony sposób.
