Koronawirus w Korei Północnej przybiera niewyobrażalne rozmiary?

Uciekinier z Korei Północnej jest przekonany, że rzeczywista skala epidemii koronawirusa w tym kraju „przekracza naszą wyobraźnię”. Kim Dzong Un raczej nie ujawni prawdy na temat ilości zakażonych z uwagi na możliwą reakcję społeczeństwa, nie chce też zaszkodzić Chinom.

Kim Myong był w Korei Północnej wysokim rangą urzędnikiem państwowym. Teraz, kiedy od kraju dzieli go bezpieczna odległość, komentuje rozgrywające się tam wydarzenia. Jak podaje portal o2.pl, uciekinier jest przekonany, że północnokoreański reżim będzie ukrywał prawdziwą skalę epidemii koronawirusa. Chodzi nie tylko o utrzymanie kontroli nad społeczeństwem, ale również o przysłużę dla Chin.

Czytaj także:  „Ratujemy ludzi jak możemy”. Pacjenci z koronawirusem na parkingu dla karetek

„Absurdalnym kłamstwem” Kim Myong określa twierdzenia Pjongjangu, dotyczące tego, że w Korei Północnej nie ma przypadków zakażenia koronawirusem. Z racji tego, że działania władz ukierunkowane są na ukrycie problemu, a nie jego rozwiązanie, Koreańczycy prawdopodobnie masowo zapadają na COVID-19. Rządzący boją się, że prawdziwe dane dotyczące liczby zachorowań i zgonów wstrząsną społeczeństwem i obrócą go przeciwko reżimowi. Ujawnienie skali epidemii mogłoby także zaszkodzić Chinom, a – jak twierdzi były urzędnik – chińskie władze od pewnego czasu próbują przekonać swoich obywateli, że koronawirus nie wywodzi się z ich ojczyzny. Oba kraje dzieli granica o długości 1 416 km, zaś ujawnienie skali epidemii w Korei Północnej wzmocniłoby dowody na to, że pandemia zaczęła się jednak w Chinach. Tymczasem uciekinier podkreśla, że Korea Północna nie chce zaszkodzić Chinom, od których jest uzależniona, między innymi gospodarczo.

Czytaj także:  „Superbabcia Nina”. 99-letnia Hiszpanka wygrała z koronawirusem. Leczyła się paracetamolem