Lis pojechał po bandzie w Newsweeku, a Kukiz pyta, czemu dziennikarza nie spotyka za to kara!

Tomasz Lis, znany wręcz z obsesyjnej niechęci do obecnego rządu, wytacza najcięższe działa, byleby tylko dokuczyć PiS-owi. Robi to zarówno w mediach społecznościowych, jak i na łamach Newsweek Polska, w którym piastuje stanowisko redaktora naczelnego.

W ostatnim artykule tygodnika odniósł się do gorącego ostatnio tematu rzekomego polskiego antysemityzmu: – A więc to jest taka atmosfera, taki zapach, takie nuty, taka – nawet jeśli cisza – melodia. W marcu 1968 roku miałem dwa lata. Teraz wiem.

Dzisiejszą sytuację w kraju porównuje do tej sprzed pół wieku. Lis pisze: – Władza podobnie jak 50 lat temu, znów funduje Polakom truciznę. I może z oczekiwanym przez nią pozytywnym sondażowym skutkiem. Nic zaskakującego Marzec 68. był jednym z kilku momentów, gdy władza była naprawdę głosem ludu, czuła rytm serc suwerena. Dziś też.

Nie do końca wiadomo o co naczelnemu chodzi, biorąc pod uwagę fakt, że w 68. panujące komunistyczne władze były szczerze znienawidzone przez społeczeństwo, partii i ludowi kompletnie nie było po drodze, a wspomniany przez Lisa marzec wpisał się w karty historii demonstracjami studenckimi, brutalnie rozbitymi przez oddziały MO i ORMO. Gdzie więc Lis dostrzega analogię między 1968 a 2018 rokiem?

W kwestii artykułu autorstwa Tomasza Lisa wypowiedział się w mediach społecznościowy Paweł Kukiz, nie kryjący swojego oburzenia. Spytał na forum: – Gdyby „zwykły” człowiek wyczyniał to, co pan Lis, to prokuratura wszczęłaby śledztwo z art.133 KK (Znieważenie Narodu lub Rzeczpospolitej Polskiej). Nie mogę pojąć dlaczego pan Lis traktowany jest inaczej niż „zwykły” Obywatel. Czy to, co wyprawia mieści się w ramach „wolności słowa”?

Komentarze