Parawan
Pixabay.com

Kilka dni temu na plaży w Stegnie doszło do dramatu. Zasłabł tam 45-letni mężczyzna, którego nie udało się niestety uratować. Pomoc dotarła zbyt późno m.in. ze względu na liczne parawany. Ratownicy i strażacy opowiedzieli o tym, dlaczego tak się stało.

W sobotę 13 sierpnia doszło do tragedii na plaży w Stegnie. Choć do 45-latka, który zasłabł podczas gry w siatkówkę dotarły służby medyczne i podjęły się reanimacji, mężczyzna zmarł. Pomoc nadeszła zbyt późno.

Medycy przyznali, że dostęp do 45-latka był utrudniony m.in. ze względu na natłok parawanów. Plażowicze nie potrafili stworzyć korytarza życia, przez co cały proces się wydłużał. Świadkowie opowiadali, że plażowicze zbyt późno zdali sobie sprawę z powagi sytuacji.

W rozmowie z dziennikiem „Fakt” Grzegorz Pegza, wiceprezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Jantarze opowiedział o tym, dlaczego doszło do takiej sytuacji i jak zły wpływ na akcje ratunkowe mają ustawione licznie parawany.

– Ludzie widzieli ratowników, słyszeli, że coś się dzieje, mimo tego nie chcieli zejść z drogi, zwinąć parawanów, ustępować miejsca – mówił Rafał Goeck. – My mieliśmy już kiedyś taką sytuację, że kiedyś śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego chciał lądować na plaży. Ludzie, którzy rozbili parawany, nie chcieli ustępować miejsca dla śmigłowca, który chciał lądować po to, by zabrać osobę poszkodowaną z plaży – powiedział.

Podziel się:

Obserwuj nas w Google News i bądź na bieżąco!

→ Wejdź i naciśnij gwiazdkę