okno życia
fot. Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International / Autor Mateuszgdynia

Okno życia pozwala miejscami zapobiec bardzo poważnym tragediom. Nie raz byliśmy świadkami burzy medialnej, spowodowanej zabójstwem lub cierpieniem niechcianego dziecka. W takim wypadku rodzic może skorzystać okna życia – pozostawić dziecko pod opieką zakonnic, bez zobowiązań. Ta metoda ma zastosowania głównie w przypadku niemowląt… ale zdarzają się o wiele starsze „dzieci” w oknach życia.

Jak podaje „Polska Times” miała miejsce we Wrocławiu, gdzie w oknie życia zakonnice znalazły… 20-letnią kobietę! Rodzice mieli jej dość? Raczej nie. Znaleziona w oknie życia kobieta była kompletnie pijana. To nie pierwszy raz, kiedy okno życia jest wykorzystywane raczej w formie „okna kaca” albo „okna wytrzeźwień”. Przed rokiem w punkcie przy ulicy Rydygiera we Wrocławiu znaleziono 20-letniego mężczyznę. Ostatnio sytuacja się powtórzyła, ale w nowej „instagramowej” formie wykorzystania tego wynalazku, często ratującego życie dzieci.

20-latka nie została podrzucona do okna życia przez rodziców – jak można się domyślić. Sama otworzyła okno i wcisnęła się tam. Fakt, że była pod wpływem alkoholu nie był głównym powodem wejścia do okna życia, a raczej ułatwił dziewczynie decyzję. Pewnie załadowała się do punktu, żeby… zrobić sobie selfie. Pech chciał, że zatrzasnęła się tam, nie mogąc wyjść.

Pijana 20-latka weszła do okna życia, żeby zrobić sobie selfie. Głupi żart może zniszczyć jej plany na wymarzoną pracę

Z reguły, kiedy ktoś zamyka okno życia, załącza się alarm. Zakonnice muszą wiedzieć, że ktoś podkłada tam dziecko, żeby móc szybko się nim zająć. Kiedy zamiast niemowlęcia znalazły pijaną 20-latkę, powiadomiły policję.

Niestety – stosunkowo mało szkodliwy, a raczej złośliwy i zabawny wybryk skończył się zapewne wielkim smutkiem u 20-latki. Kiedy już wytrzeźwiała. Według „Polska Times”, dziewczyna marzyła o pracy w służbach. Będąc karaną, nikt już jej do państwowych służb nie przyjmie. A karę może ponieść, bo straty oszacowano na 500 złotych.

„Przedtem nie było kradzieży i wchodzenia do środka. Nie rozumiem kompletnie takich żartów dorosłych przecież ludzi. Gdy coś zniszczą, ciężko nam tak szybko wyremontować to miejsce, które musi być czynne cały czas” – skarżyła się Macieja Miozga, zakonnica z klasztoru sióstr Boromeuszek.

Podziel się:

Obserwuj nas w Google News i bądź na bieżąco!

→ Wejdź i naciśnij gwiazdkę