
Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie wywołała panikę wśród kierowców, którzy w obawie przed paraliżem dostaw zaczęli oblegać stacje benzynowe. Widmo gwałtownych podwyżek cen i fizycznego braku benzyny oraz diesla stało się realnym zagrożeniem dla milionów Polaków.
Sytuacja na rynkach światowych jest krytyczna, ponieważ Zjednoczone Emiraty Arabskie i kraje sąsiednie to kluczowi eksporterzy surowca, a zamknięcie tamtejszej przestrzeni powietrznej oraz zagrożenie szlaków morskich uderza w fundamenty bezpieczeństwa energetycznego.
Orlen uspokaja jednak, że system zaopatrzenia Polski jest w pełni zdywersyfikowany, a surowiec płynie do kraju z wielu kierunków, w tym z Norwegii oraz Stanów Zjednoczonych. Podkreślono, że krajowe magazyny są wypełnione po brzegi, co ma zagwarantować ciągłość sprzedaży na wszystkich stacjach w sieci, nawet przy najbardziej czarnym scenariuszu rozwoju wydarzeń militarnych.
Nie ma się czego bać?
Mimo zapewnień o stabilności, eksperci ostrzegają, że globalny wzrost cen baryłki ropy na giełdach w Londynie i Nowym Jorku jest nieunikniony i błyskawicznie przełoży się na pylonowe cenniki.
Logistyka dostaw paliw została postawiona w stan najwyższej gotowości, by uniknąć lokalnych braków wynikających z nagłego, panicznego wykupu paliwa do kanistrów przez osoby prywatne i firmy transportowe. Zarząd koncernu monitoruje sytuację w trybie całodobowym, deklarując, że priorytetem jest utrzymanie płynności ruchu na kluczowych arteriach komunikacyjnych kraju, gdzie zapotrzebowanie jest obecnie największe.
