
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o podpisaniu ustawy wprowadzającej podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych wywołała konsternację w szeregach Prawa i Sprawiedliwości.
Z ustaleń Onetu wynika, że o planach głowy państwa przed czwartkowym orędziem wiedziała wyłącznie ścisła centrala ugrupowania, podczas gdy wielu posłów opozycji jeszcze tego samego dnia rano ostro krytykowało rządowy projekt, promując konkurencyjną inicjatywę Pałacu Prezydenckiego i spodziewając się weta. Sytuację parlamentarzystów, którzy wcześniej głosowali w Sejmie przeciwko nowym przepisom, dosadnie podsumował jeden z anonimowych polityków partii: „Wyszliśmy na klaunów”.
Rozczarowanie w klubie opozycyjnym pogłębił fakt, że w trakcie wieczornego wystąpienia do narodu prezydent nie tylko ogłosił złożenie podpisu, ale sformułował też bezpośrednie żądania pod adresem gabinetu Donalda Tuska:
„Zakończę tym proces ustawiania Polaków w roli politycznych zakładników. (…) W ich imieniu stawiam (…) konkretne oczekiwania: obniżki na stacjach mają nastąpić od razu i powinny doprowadzić ceny paliw do poziomu obiecanego obywatelom w kampanii wyborczej. Każda złotówka pozyskana dzięki tej ustawie musi zostać wydana na obniżenie cen paliw. Nie za miesiąc. Nie po następnej politycznej awanturze. Nie za tydzień czy dwa. Paliwo ma być tańsze teraz”.
Polityczne skutki decyzji i reakcja obozu rządzącego
Rozstrzygnięcie głowy państwa natychmiast wykorzystali przedstawiciele koalicji rządzącej, którzy zaczęli publicznie przypominać imienne wykazy posłów Prawa i Sprawiedliwości głosujących przeciwko regulacji w parlamencie. Taki obrót spraw postawił parlamentarzystów opozycji w trudnym położeniu wizerunkowym, co potwierdził kolejny z rozmówców portalu: „Teraz musimy zjadać własny język”.
Wśród polityków PiS pojawiły się również głosy krytykujące zaprzepaszczenie szansy na wywarcie presji negocjacyjnej na gabinet Donalda Tuska:
„Mogliśmy zmusić tamtych do jakichkolwiek ustępstw, tymczasem powstaje wrażenie, że Nawrocki zagrał w orkiestrze Tuska”.
Komentatorzy zwracają uwagę, że decyzja prezydenta może wzmocnić pozycję Koalicji Obywatelskiej, która w badaniach opinii publicznej utrzymuje wyraźną przewagę nad Prawem i Sprawiedliwością, osłabionym utratą części elektoratu po wewnętrznym rozłamie.
