
37-letni mieszkaniec Gdańska usłyszał zarzuty po serii zdarzeń na terenie ogródków działkowych przy ul. Modrej. Według policji mężczyzna, chwilę wcześniej brawurowo prowadzący samochód pod wpływem alkoholu, zaatakował trzech mężczyzn, w tym ojca i syna, których wyzywał od „banderowców”. Ofiary rękoczynów to… Polacy. Za komplet przewinień mężczyźnie grozi do 7,5 roku więzienia.
Do zdarzenia doszło kilka dni temu na terenie ogródków działkowych w gdańskiej dzielnicy Olszynka. Jak przekazała policja w rozmowie z Onetem, 37-latek driftował na terenie ogródków działkowych samochodem marki Volkswagen, mimo że nie posiada prawa jazdy. W chwili zatrzymania miał ponadto przeszło 1,5 promila alkoholu w organizmie, a funkcjonariusze oczekują jeszcze na wyniki badań pod kątem obecności środków odurzających.
Śledczy ustalili, że pijany agresor najpierw przyczepił się do obywatela Ukrainy, który na niego „spojrzał”. 37-latek miał zarzucić mu wcześniejsze zgłoszenie go na policję. Gdy usłyszał odpowiedź z wyraźnie wschodnim akcentem, próbował zaatakować Ukraińca, ale ten zdołał uciec.
Po ataku na Ukraińca kontynuował „polowanie”. Dostało się… dwóm Polakom, których napastnik wyzwał od „banderowców”
Następnie 37-latek podbiegł do dwóch innych mężczyzn, ojca i syna, których zwyzywał od „banderowców”, po czym zaatakował ich pięściami. W wyniku pobicia starszy z mężczyzn doznał złamania ręki. Ofiary nie pochodziły z Ukrainy – obaj mężczyźni to Polacy.
Policja zatrzymała podejrzanego jeszcze tego samego dnia. Przedstawiono mu zarzuty spowodowania uszczerbku na zdrowiu skutkującego naruszeniem czynności narządu ciała na okres powyżej siedmiu dni, znieważenia na tle narodowościowym oraz prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu. Śledczy zakwalifikowali zachowanie 37-latka jako czyn o charakterze chuligańskim.
Prokuratura zastosowała wobec zatrzymanego środki zapobiegawcze w postaci dozoru policyjnego oraz zakazu zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzonymi.
Źródło: onet.pl
