
REKLAMA
Premier Donald Tusk przyznał w rozmowie z dziennikarzami na sejmowym korytarzu, że awizowane spotkanie w cztery oczy z prezydentem Karolem Nawrockim staje pod znakiem zapytania. Szef rządu poinformował, że choć podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego głowa państwa zobowiązała się przesłać propozycję terminu i miejsca w wiadomości SMS, taka informacja dotąd nie nadeszła. Tusk zasugerował z właściwym sobie cynizmem, że prezydent może obawiać się bezpośredniej konfrontacji.
Planowana rozmowa miała dotyczyć sposobów na trwałe zażegnanie kryzysu i obniżenie napięcia wokół Trybunału Konstytucyjnego. Tusk zrelacjonował, że bezpośrednie ustalenia w kuluarach Sejmu zakończyły się obietnicą krótkiej wiadomości ze strony Nawrockiego.
REKLAMA
Ponieważ SMS nie dotarł, premier wbił szpilkę prezydentowi, wyliczając przed kamerami brak zdecydowania ze strony Pałacu Prezydenckiego.
Pałac Prezydencki stawia warunki, KPRM odpowiada
Do dyskusji włączył się szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, przedstawiając oficjalny warunek wstępny do rozmów na linii Prezydent-Premier. W poście w serwisie X ujawnił, że w rozmowie z szefem KPRM Janem Grabcem przekazał jasno: dialog będzie możliwy dopiero wtedy, gdy kordony policji wycofają się spod budynku TK, a do środka wejdą sędziowie.
Reakcja obozu rządzącego była natychmiastowa. Jan Grabiec zaznaczył, że w sprawach kluczowych dla interesu państwa najwyższe władze powinny rozmawiać bez stawiania wstępnych żądań, natomiast poseł KO Zbigniew Konwiński dopytywał wprost w mediach społecznościowych, czego obawia się głowa państwa przed ewentualnymi rokowaniami.
REKLAMA
