fot. Pixabay

Skandaliczna sytuacja w województwie Lubuskim. Na dzień po pogrzebie rodzina zmarłego znalazła urnę z jego prochami… na innym pomniku. Przedziwne zdarzenie miało miejsce na cmentarzu w miejscowości Lubniewice. Interweniowała Policja.

Pogrzeb bliskiej osoby i bolesna żałoba okazała się być tylko przedsmakiem tego, co rodzina Kosków z Lubniewic miała przeżyć. Oprócz osobistego dramatu musieli się zmierzyć z sytuacją, która nie miała prawa się wydarzyć.

Do pogrzebu jednego z członków rodziny Kosków – Jana Koska – doszło 1 lipca tego roku. Ciało mężczyzny zostało skremowano i (jak mogło się wydawać) pochowane. Następnego wieczora rodzina postanowiła wybrać się na grób zmarłego. Tam przeżyli szok, dokonując dramatycznego odkrycia. Urna z prochami ich krewniaka stała… na sąsiednim pomniku.

„To był dla mnie po prostu szok! Już jakoś zdążyłam oswoić się z myślą o śmierci męża, a tu coś takiego!” – powiedziała „Gazecie Lubuskiej” żona zmarłego, pani Adrianna.

O sprawie powiadomiono policję. Prezes zakładu: „Wszystko zgodnie z planem”

O skandalicznej sytuacji powiadomiono lokalną policję oraz zakład pogrzebowy. Finalnie doszło niestety do tego, że bliscy zmarłego musieli pochować go po raz drugi. Kolejny pogrzeb odbył się dzień po makabrycznym odkryciu. Jan Kosko został pochowany 3 lipca – tym razem bez żadnych nieoczekiwanych zakłóceń.

To jednak nie koniec, gdyż sprawą – jak wcześniej wspomniano – zajęła się policja. Funkcjonariusze zbadali zdarzenie pod kątem znieważenia prochów zmarłego. Przesłuchano członków poszkodowanej rodziny oraz pracowników zakładu pogrzebowego, który organizował pochówek.

Dotychczas nie wiadomo oficjalnie, co doprowadziło do takiej sytuacji. Rodzina podejrzewa, że pracownicy zakładu pogrzebowego po prostu zapomnieli włożyć urny z prochami do windy, która miała zabrać ją do grobu. Właściciel Lubuskiego Domu Pogrzebowego Adrian Hewusz zaprzecza. Uważa, że wszystko odbyło się „zgodnie z planem”.

„Zgodnie z planem” w przypadku niepochowania urny, która miała zostać pochowana nie jest jednak raczej dobrym określeniem całego zdarzenia. Rodzina Kosków ma nadzieję, że osoby odpowiedzialne za pomyłkę poniosą konsekwencje. Traktują to niezwykle poważnie. Siostra wdowy po zmarłym ma nadzieję, że kobieta otrzyma zadośćuczynienie. Jest w fatalnej sytuacji.

„Ada jest na środkach uspokajających, nie może sobie z tym poradzić, my zresztą też, ale ona w zupełności. Pogrzeb pogrzebem, śmierć śmiercią, ale taka tragedia?” – mówi „Gazecie Lubuskiej” siostra żony nieboszczka, Monika Janiczek.

Podziel się:

Obserwuj nas w Google News i bądź na bieżąco!

→ Wejdź i naciśnij gwiazdkę