Uzbrojony mężczyzna w płonącej hali? Sprzeczne komunikaty służb

Mężczyzna z bronią wbiegł na teren hali przy ul. Marywilskiej w Warszawie
fot. Pixabay

Od rana w niedzielę trwa akcja gaśnicza potężnej hali przy ul. Marywilskiej w Warszawie. Już w trakcie ogromnego pożaru rozpoczęły się spekulacje, co spowodowało pożar obiektu – czy było to celowe, a jeżeli tak, to komu mogło służyć? Gromadzeniu się w krótkim czasie wielu teorii spiskowych pomógł niespodziewany incydent, do którego doszło na terenie obiektu podczas akcji strażaków. Wszedł tam… mężczyzna z pistoletem!

REKLAMA

Podczas akcji strażaków na teren przylegający do płonącej hali przy ul. Marywilskiej w Warszawie wtargnął nieupoważniony do tego mężczyzna. Jak informowało w niedzielę TVP Info – wszedł tam w czasie akcji strażaków, więc ratownicy próbowali go powstrzymać. Wówczas podejrzany wyciągnął przedmiot przypominający broń palną i sterroryzował ich.

Za mężczyzną wbiegła także kobieta, ale ją ratownicy zdołali powstrzymać.

Według relacji świadków powodem zachowania mężczyzny była desperacja. Najprawdopodobniej chodziło o wydobycie pieniędzy z sejfu, który znajdował się wewnątrz trawionej prze ogromne płomienie hali.

REKLAMA

Artur Laudy z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie potwierdził w rozmowie z TVN24, że wyżej opisywany incydent miał miejsce. Dodał, że mężczyzna został już zatrzymany przez policjantów.

Mężczyzna z bronią wtargnął na plac przy ul. Marywilskiej, gdzie trwa akcja gaśnicza ogromnej hali? Policyjny rzecznik dementuje potwierdzone wcześniej informacje

Ale po pewnym czasie – ok godziny 12:00 – rzecznik stołecznej policji zdementował wcześniejsze, potwierdzone doniesienia, poinformował o innym przebiegu wydarzeń oraz że broń, którą znaleziono przy mężczyźnie, była atrapą.

„Nie było takiego zdarzenia. Kobieta i mężczyzna, czyli jej syn, próbowali wejść na teren centrum handlowego, który był wygrodzony przez policjantów. Kobieta zasłabła, widząc ogrom tragedii, który się wydarzył. Udzieliliśmy tej kobiecie pierwszej pomocy, została wylegitymowana. W trakcie legitymowania mężczyzny, jej 27-letniego syna, zauważyliśmy, że ma on za paskiem przedmiot przypominający broń. Okazało się, że to plastikowa atrapa, na którą nie potrzeba zezwolenia” – przekazał podinsp. Robert Szumiata.

REKLAMA

Zgłoszenie o pożarze hali przy ul. Marywilskiej wpłynęło do straży pożarnej o godzinie 3:31 w niedzielę, 12 maja. „Przez dach pożar przenosił się na resztę hali, wysłano kolejne siły i środki. Hala łamała się do środka” – poinformował szef Państwowej Straży Pożarnej nadbryg. Mariusz Feltynowski podczas porannej konferencji prasowej.

Podziel się: