
Creative Commons Public Domain Mark Owner
W programie „Tłit” Wirtualnej Polski wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Mariusz Błaszczak oświadczył, że kierownictwo partii nie dysponuje wiedzą o miejscu pobytu posła Marcina Romanowskiego ani nie utrzymuje z nim relacji.
Pytania dziennikarza dotyczyły okoliczności związanych z wnioskiem o wydanie listu żelaznego, który wpłynął do Sądu Okręgowego w Warszawie i został odrzucony. Z pieczęci pocztowych oraz treści dokumentów wynika, że przesyłka została wysłana z Tyraspola w kontrolowanym przez Rosję Naddniestrzu. Były wiceminister sprawiedliwości jest podejrzany o ustawianie konkursów w ramach Funduszu Sprawiedliwości.
Odnosząc się do bezpośrednich pytań o kontakt z politykiem oraz procedury wewnątrzparlamentarne, szef klubu parlamentarnego PiS stwierdził:
„Nie wiem, gdzie się znajduje minister Romanowski. Nie mamy kontaktu już od długiego czasu”.
„Proszę zwrócić uwagę na to, że Sejm (…) przegłosował areszt dla ministra Romanowskiego, ale dla swojego posła, posła Króla już nie. (…) Pokazuję hipokryzję Donalda Tuska i jego rządu. Jeżeli ktoś ma legitymację Platformy Obywatelskiej, nie jest aresztowany”.
Konsekwencje dla PiS?
Dopytywany o ewentualne konsekwencje wizerunkowe dla ugrupowania w przypadku potwierdzenia pobytu posła na terytorium separatystycznego regionu Mołdawii oraz ewentualne decyzje partyjne władz przy ulicy Nowogrodzkiej, wiceprezes partii odmówił składania deklaracji:
„Jeżeli babcia miałaby wąsy, to byłaby dziadkiem”. „Zostawmy sobie gdybanie na sytuację wtedy, kiedy będzie jasne”. „Panie redaktorze, my się ze sobą nie zajmujemy, my się zajmujemy fatalnym rządem Donalda Tuska”.
