Często jesteś na L4? ZUS może nie zapłacić ci ani grosza!

Rząd Mateusza Morawieckiego znalazł kolejny sposób łatania dziury budżetowej. Jak wynika z odpowiedzi Ministerstwa Finansów na interpelację poselską, mają zostać wprowadzone rozwiązania, zgodnie z którymi pracownicy – by otrzymać zasiłek chorobowy z ZUS – będą musieli mieć 90 dni przerwy między jednym a drugim zwolnieniem. Według PiS ma to skutecznie ukrócić wyłudzanie L4 przez pracowników i częste chodzenie na chorobowe.

Jak oświadczył wiceminister finansów Leszek Skiba, zmiany mają obowiązywać od 2020 roku, po to, by – jak się wyraził – „uszczelnić system”. Zgodnie z nimi powstanie prawa do nowego okresu zasiłkowego nastąpi wyłącznie w przypadku, „gdy ponowne zachorowanie nastąpi po upływie 90 dni od zakończenia poprzedniej niezdolności do pracy”. Nie będzie tu mieć znaczenia fakt, czy przyczyną jest ta sama, czy inna choroba.

Ponadto ma być też wprowadzony „tzw. okres wyczekiwania w odniesieniu do zasiłku opiekuńczego i macierzyńskiego oraz ustalony okresu wyczekiwania na zasiłki 90 dni dla ubezpieczonych obowiązkowo, 180 dni dla ubezpieczonych dobrowolnie”.

 

Pomysły rządu ostro skrytykował Witold Michałek, dyrektor Federacji Polskich Pacjentów i członek Rady Dialogu Społecznego. – To absurdalne, nieprzemyślane i mechaniczne podejście. Choroby i jej przebiegu nie da się zaplanować – podkreślił.

Dr Piotr Karniej, prodziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego, stwierdził z kolei, że rozwiązanie proponowane przez rząd PiS „będzie miało bardzo zły wpływ na leczenie pacjentów, ale pozytywny na wydatki ZUS”. – To nie może być przypadek, przecież obserwujemy teraz poszukiwania środków na wypłatę 13. i 14. emerytury. Ustawodawcy nie interesuje, co zrobi pacjent, który rozchoruje się przed upływem tych 90 dni – zauważył.

Komentarze