
W niedzielę prezydent Karol Nawrocki oficjalnie zainaugurował działalność Rady Nowej Konstytucji, wręczając akty powołania jej pierwszym członkom. Nie obyło się jednak bez kontrowersji i mieszanych reakcji.
REKLAMA
W skład gremium, którego zadaniem jest opracowanie założeń dla ustawy zasadniczej nowej generacji na rok 2030, weszli między innymi była prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, były marszałek Sejmu Józef Zych oraz konstytucjonalista Ryszard Piotrowski. Inicjatywa ta natychmiast stała się przedmiotem ostrej debaty publicznej, wywołując lawinę komentarzy zarówno ze strony polityków, jak i ekspertów oraz dziennikarzy.
Krytycy projektu podnoszą przede wszystkim kwestię braku reprezentatywności powołanej rady. Jakub Wende z „Gazety Wyborczej” wskazał, że projekt nowej konstytucji będą tworzyć osoby reprezentujące poglądy jedynie niewielkiej, najstarszej części społeczeństwa, co może pogłębić dystans między nowym prawem a młodszymi pokoleniami.
W mediach społecznościowych ożywioną dyskusję wywołała również obecność Julii Przyłębskiej, którą Mateusz Dolatowski z TVP wprost określił mianem kontrowersyjnej w kontekście jej powiązań z zapleczem politycznym Prawa i Sprawiedliwości.
REKLAMA
Mieszane reakcje
Wśród głosów sceptycznych pojawia się także argument o bezcelowości takich działań w warunkach obecnej polaryzacji politycznej. Profesor Stanisław Żerko przypomniał o zapowiedziach bojkotu prac rady przez Lewicę oraz o wcześniejszych, nieskutecznych próbach reformy konstytucyjnej podejmowanych przez Andrzeja Dudę. Z kolei przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej, w tym senator Grzegorz Schetyna oraz wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha, oceniają ruch prezydenta jako zabieg czysto polityczny i budowę zaplecza dla Karola Nawrockiego, nazywając całą inicjatywę wtórną i pozbawioną realnych szans na powodzenie.
Zupełnie inną perspektywę prezentuje Janusz Kowalski, który ocenił skład rady jako interesujący i wskazał konkretne cele merytoryczne, jakie powinny zostać zrealizowane. Według niego kluczowe jest wzmocnienie instytucjonalnej kontroli Sejmu nad decyzjami podejmowanymi jednoosobowo przez Prezesa Rady Ministrów na forum Rady Europejskiej. Mimo tego poparcia, dominująca część opinii publicznej pozostaje nieufna wobec projektu, kwestionując zarówno moment jego ogłoszenia, jak i możliwość wypracowania ponadpartyjnego kompromisu w tak istotnej dla państwa kwestii.
