
Debata dotycząca wprowadzenia w Polsce systemu mandatów proporcjonalnych do zarobków, wzorowanego na rozwiązaniach funkcjonujących w Finlandii czy Niemczech, została skomentowana przez ministra infrastruktury.
REKLAMA
Odnotowano, że choć takie przepisy wywołują duże emocje – zwłaszcza w kontekście wysokich średnich uposażeń w dużych aglomeracjach – resort obecnie tonuje oczekiwania związane z ich wdrożeniem. Według stanowiska Ministerstwa Infrastruktury same restrykcje finansowe nie stanowią narzędzia mogącego samodzielnie przynieść radykalną zmianę sytuacji.
Wprowadzenie systemu opartego na dochodach uderzyłoby najmocniej w osoby o najwyższych zarobkach, dla których obecny maksymalny mandat (5 tys. zł przy zbiegu wykroczeń) jest kwotą przewidywalną. W systemach skandynawskich kary te mogą sięgać setek tysięcy euro, co ma na celu wyrównanie dolegliwości kary dla osób o różnym statusie materialnym.
Kierunki działań resortu
Zaznacza się jednak istotne przeszkody w implementacji takiego rozwiązania. Jako główny kontrargument wskazuje się trudności techniczne oraz prawne związane z szybkim i precyzyjnym ustalaniem dochodów kierowcy podczas kontroli drogowej.
REKLAMA
Zamiast wiązania kar z portfelem, ministerstwo zamierza skupić się na uszczelnianiu obecnego taryfikatora oraz ochronie pieszych i eliminacji piratów drogowych. Każda potencjalna zmiana w przepisach musi zostać poprzedzona dogłębnymi analizami. Ma to zagwarantować, że nowe regulacje będą realnie ratowały życie, zamiast pełnić wyłącznie funkcję fiskalną. W najbliższym czasie priorytetem pozostanie zwiększenie skuteczności już istniejących mechanizmów nadzoru nad ruchem drogowym.
