ksiądz
fot. Unsplash

Księże proboszczu, a może… książę proboszczu? Cała masa przydomków czeka w kolejce, a tymczasem parafianie z Pacanowa nazywają swojego proboszcza… Łukaszenką! Ks. Domagała – odkąd tylko pojawił się w mieście, jak twierdzą mieszkańcy – od razu chciał podporządkować sobie parafian, a samą parafię ma prowadzić twardą ręką. Od miesięcy trwa konflikt pomiędzy wiernymi a duchownym, który ostatnio dodatkowo przybrał na sile – podaje „Onet”. 

Pacanowo jest znane już z trzech głośnych rzeczy – Koziołka Matołka, zwolnionej naczelniczki Poczty Polskiej, która skarżyła się na drożyznę oraz księdza-dyktatora, któremu zbuntowali się ciemiężeni wierni. Sprawa ciągnie się już od co najmniej kilku miesięcy, a przynajmniej wtedy konfliktem zainteresowały się ogólnopolskie media. Mieszkańcy walczą o odwołanie księdza, a on śmieje im się w twarz, mówiąc, że zarabia dla kurii za dużo, żeby go odwołali i jest nietykalny.

Pacanowski „Łukaszenka”. Ksiądz Domagała „terroryzuje miasto”

„Ks. Domagała, gdy tylko tu przyszedł, to od razu chciał sobie podporządkować wszystkich ludzi. Twardą ręką wprowadzał swoje rządy, więc nie ma się co dziwić, że zaczęli mówić na niego ‘Łukaszenko’. Tak zostało do tej pory” – powiedziała parafianka w rozmowie z „Onetem”.

Ks. Leszek Domagała, który od dwunastu lat pełni posługę proboszcza Bazyliki św. Marcina w Pacanowie według mieszkańców ma „terroryzować miasto”. Proboszcz nie przebiera w słowach w relacjach z wiernymi, a swoich współpracowników traktuje twardą ręką i ciężkim językiem. O swoim chórzyście miał nawet powiedzieć „a żeby mordę skur******wi wykrzywiło”, kiedy mężczyzna zrezygnował ze współpracy z proboszczem. „To nie ksiądz, tylko szatan” – skarżyli się tygodnikowi „Polityka” parafianie z Pacanowa.

„Jest bardzo źle. Naprawdę proboszcz źle się odnosi do ludzi i zdarza mu się to zarówno w kościele podczas mszy, jak i w prywatnych rozmowach. Jako człowieka jest mi go szkoda, ale jako księdza? To nie jest ksiądz. Ksiądz się tak nie zachowuje” – mówiła jedna z mieszkanek Pacanowa, cytowana przez „Onet”.

„Daje kurii dużo pieniędzy, więc jest nietykalny”. Parafianie bezsilni wobec proboszcza-dyktatora. Śmieje im się w twarz

Pomimo licznych protestów okazuje się, że Ks. Domagała jest jakimś lokalnym Rydzkiem. Nie do ruszenia. Do tej pory nawet biskup nie wskórał nic, aby duszpasterza odwołać, ukarać czy nawet zdyscyplinować. A przecież sami parafianie go nie chcą. Niektórzy mieszkańcy już stracili nadzieje na uwolnienie się od proboszcza-despoty, dopóki śmierć ich nie rozłączy. „Panie, gdzie tam? Nic się nie zmieni. Przecież to są wszyscy kumple z seminarium. Po co mają dawać tu kogoś innego, skoro mają swojego człowieka” – powiedział jeden z mieszkańców dziennikarzowi portalu „Onet”.

A co z mieszkańcami, którzy walczyli o odwołanie księdza? „Łukaszenko” ich represjonuje! „Opozycyjnych wiernych” potrafił ganić z ambony. Pani Anna z Pacanowa wspomina, że taka sytuacja miała miejsce już w 2018 roku, kiedy pojechała wspólnie z innymi mieszkańcami do kurii, żeby złożyć skargę do biskupa w sprawie wyrzuconych ministrantów. „Nie wymieniał ludzi z nazwiska, ale mówił np., że była taka pani, której syn był ministrantem przez siedem lat, ale został wyrzucony. Przecież wszyscy doskonale wiedzieli, o kogo chodzi. Nasza parafia liczy tylko około dwóch tysięcy osób, więc wszyscy się znają” – mówi pani Anna.

„Dla nas sprawa utknęła w miejscu. Ksiądz wyśmiewa się, że nikt go stąd nie ruszy. Moja siostra była w kościele tydzień temu, jak ją zobaczył, to zaczął szczekać, tak jakby się zamienił w psa” – mówi „Onetowi” pan Paweł. „Proboszcz mówi, że daje dużo pieniędzy kurii, więc jest nietykalny. Biskup nie chce z nami w ogóle rozmawiać. Wysłaliśmy też pismo do Episkopatu, ale na razie jest cisza”.

Podziel się:

Obserwuj nas w Google News i bądź na bieżąco!

→ Wejdź i naciśnij gwiazdkę