jabłka
fot. Pixabay

Właśnie rozpoczyna się sezon zbiorów w polskich sadach jabłkowych, a – jak to mówią – „robić nima komu”. Polscy pracownicy sezonowi w tym roku wybierają się do czeskich sadów – tam można więcej zarobić. W polskich zaś, brak rąk do pracy.

 

Z prognoz Związku Sadowników RP wynika, że zbiory w tym roku będą znacznie uboższe niż w latach ubiegłych – ok. 3 mln ton owoców mniej. Pogoda spowodowała, że tegoroczne zbiory wystartują później niż zwykle. Na domiar złego sadownicy mają jeszcze większy problem – najzwyczajniej w świecie – brakuje rąk do pracy.

Zdaniem prezesa Związku Sadowników RP, powodów takie stanu rzeczy można się dopatrywać w kilku kwestiach. Z pewnością nie pomaga kryzys na granicy polsko-białoruskiej – Białorusini mniej chętnie przyjeżdżają teraz do Polski. A jeśli już, to mają znacznie więcej lepszych i lepiej płatnych opcji niż ciężka praca w sadzie. Jeśli jednak zdecydują się na pracę w sadzie, to wolą pojechać kawałek dalej i zatrudnić się na Węgrzech, w Czechach, na Słowacji czy w Niemczech – tam zarobki są większe niż u nas.

   

Co ciekawe – kryzys prac sezonowych nie dotyka jedynie Polski. Rąk do pracy brakuje również w Niemczech. Ten rynek pracy zagospodarowywali wcześniej Polacy. Rodacy już jednak mniej chętnie chwytają się takiej roboty. Agencje pracy narzekają, że zmniejszyła się podaż polskich pracowników, chętnych do pracy na „saksach”.

Obserwuj nas w Google News i bądź na bieżąco!

→ Wejdź i naciśnij gwiazdkę