
Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zaproponowała rozpoczęcie debaty nad zrównaniem wieku emerytalnego kobiet bezdzietnych z wiekiem emerytalnym mężczyzn, co oznaczałoby podniesienie go do 65 lat.
Propozycja została przedstawiona w kontekście rosnących obciążeń systemu emerytalnego, do którego w bieżącym roku pracujący dopłacą 160 miliardów złotych. Według argumentacji resortu, obecny system stawia mężczyzn w gorszej sytuacji ze względu na dłuższy okres pracy przy jednoczesnej krótszej oczekiwanej długości życia.
Alternatywnym rozwiązaniem wspomnianym przez minister jest wprowadzenie systemu punktowego lub dodatkowych środków emerytalnych za tzw. wysiłek rodzicielski zamiast bezpośredniej ingerencji w ustawowy wiek emerytalny.
Dyskusja ta ma szczególne znaczenie w Warszawie, gdzie współczynnik dzietności spadł do poziomu 0,9 dziecka na kobietę, co stanowi wynik znacznie niższy od średniej krajowej oraz od progu zastępowalności pokoleń wynoszącego 2,1. W stolicy obserwowany jest wyraźny trend spadku liczby urodzeń oraz przesuwania decyzji o macierzyństwie na okres po 30, a nawet 40 roku życia, co odróżnia ją od regionów wschodniego Mazowsza.
Krytyka polityków
Wypowiedź minister spotkała się z krytyką ze strony polityków opozycji oraz części przedstawicieli koalicji rządzącej, którzy zarzucają pomysłowi dyskryminację kobiet, w tym osób niemogących posiadać dzieci z powodów zdrowotnych. Podkreślono, że propozycja nie stanowi gotowego projektu ustawy ani nie posiada harmonogramu prac legislacyjnych, będąc jedynie głosem w debacie publicznej.
Obecnie w Polsce obowiązują przepisy ustawy z 1998 roku, zgodnie z którymi kobiety przechodzą na emeryturę w wieku 60 lat, a mężczyźni w wieku 65 lat. Do czasu uchwalenia nowych regulacji prawne daty przejścia na świadczenia emerytalne pozostają niezmienione. Wszelkie prognozy dotyczące przyszłości systemu emerytalnego powinny być weryfikowane bezpośrednio na indywidualnych kontach PUE ZUS.
