
REKLAMA
W trakcie krwawej strzelaniny na krakowskim Rynku Głównym setki przerażonych ludzi w popłochu szukały jakiegokolwiek schronienia przed kulami uzbrojonego szaleńca. Niezwykłą odwagą i empatią wykazała się pani Edyta, właścicielka studia tatuażu przy pobliskiej ulicy Grodzkiej. Kobieta, słysząc serie z broni i krzyki uciekających, raz po raz otwierała drzwi, dając bezpieczne schronienie około 20 obcym osobom na zaledwie 21 metrach kwadratowych swojego lokalu.
Dramatyczne chwile na Grodzkiej. „Myślałam, że ktoś ich goni”
Z redakcją TVN24 skontaktowała się pani Edyta, prowadząca studio tatuażu przy ulicy Grodzkiej w Krakowie. Jak zrelacjonowała dziennikarce Natalii Kamińskiej z Wirtualnej Polski, w sobotę po godzinie 15:00 w okolicy nagle rozległa się kanonada strzałów: „W pewnym momencie usłyszałam strzały i krzyki. Dużo osób wbiegło na podwórko. Myślałam, że ktoś ich goni” – opowiadała wstrząśnięta kobieta.
REKLAMA
Gdy zorientowała się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, bez wahania zaczęła wpuszczać zdesperowanych ludzi do środka. Ostatecznie w niewielkim lokalu, składającym się jedynie z poczekalni i gabinetu, na powierzchni 21 metrów kwadratowych bezpieczną kryjówkę znalazło około 20 osób. Kobieta wraz z pracownicami natychmiast zaalarmowała policję – dyżurny przekazał im kategoryczne polecenie, by zabarykadować się i pod żadnym pozorem nie opuszczać budynku. Co najbardziej przerażające, według ustaleń prokuratury tą samą ulicą Grodzką uciekał chwilę później uzbrojony sprawca.
Tragiczny bilans zamachu i stan wybudzonych policjantów
Do ataku doszło w sobotę po godzinie 15:00, gdy 24-letni obywatel Polski pochodzący z województwa świętokrzyskiego (Michał O.) wjechał samochodem na zatłoczony Rynek Główny i otworzył ogień z broni długiej do przypadkowych przechodniów. W wyniku zamachu śmierć poniosło 6 osób, a 16 zostało rannych.
W niedzielę przekazano kluczowe informacje ze szpitala o stanie dwóch postrzelonych policjantów, którzy ruszyli w pościg za zamachowcem. Obaj funkcjonariusze zostali wybudzeni ze śpiączki farmakologicznej, jednak lekarze określają ich stan jako nadal ciężki. Sam napastnik, ubrany w mundur wojskowy, został po wymianie ognia na ulicy Dietla postrzelony i obezwładniony. W bagażniku jego auta znaleziono potężny arsenał broni palnej i setki sztuk amunicji.
REKLAMA
Egzekucja rodziny w Ostrowcu Świętokrzyskim
W toku śledztwa potwierdzono również makabryczny początek zbrodniczego rajdu 24-latka. Zanim Michał O. dotarł do Krakowa, w rodzinnym mieszkaniu w Ostrowcu Świętokrzyskim zastrzelił swoich rodziców oraz młodszą siostrę. Według ustaleń śledczych cała trójka zginęła od strzałów z bliskiej odległości, najprawdopodobniej we śnie, w sobotni poranek.
