
Były premier Leszek Miller odniósł się do hipotetycznych scenariuszy politycznych oraz ewentualnych koalicji po wyborach parlamentarnych zaplanowanych na 2027 rok. W programie „Teraz WP” polityk nie wykluczył możliwości nawiązania współpracy parlamentarnej przez Donalda Tuska z frakcją Mateusza Morawieckiego, jeśli stawką miałoby być zbudowanie stabilnej większości rządowej i powstrzymanie Prawa i Sprawiedliwości przed powrotem do władzy.
REKLAMA
Podczas rozmowy prowadzonej przez Mateusza Ratajczaka były szef rządu ocenił, że choć na pierwszy rzut oka taki sojusz wydaje się nieprawdopodobny, pragmatyka polityczna może wymusić nieszablonowe decyzje. W ocenie Millera były premier z ramienia PiS posiada zaplecze merytoryczne i doświadczenie międzynarodowe, które mogłyby sprawić, że stanie się on akceptowalnym partnerem dla Koalicji Obywatelskiej w obliczu bezwzględnej walki o utrzymanie władzy w kraju.
Obawy przed rewanżem i potencjalny sojusz z Grzegorzem Braunem
W opinii Leszka Millera głównym czynnikiem determinującym decyzje szefa rządu pozostaje ryzyko utraty władzy na rzecz środowiska Jarosława Kaczyńskiego, co w jego ocenie mogłoby doprowadzić do natychmiastowych i głębokich rozliczeń politycznych.
Zagrożenia oraz motywacje kierujące liderami partii były premier podsumował w wywiadzie:
REKLAMA
„Jestem przekonany, że w Kaczyńskim buzuje chęć odegrania się i rewanżu. Jak by wygrali wybory, to dopiero pokażą, co to znaczy proces rozliczeń, a ludzie błyskawicznie znajdą się w więzieniach i aresztach. Kluczową rolę odegrałby Zbigniew Ziobro jako ponowny minister sprawiedliwości. Z kolei Tusk mógłby zaprosić Morawieckiego do rządu, gdyby ten miał posłów potrzebnych do większości. Morawiecki reprezentował Polskę w instytucjach europejskich, otrzaskał się z Unią i nadaje się. Arytmetyka sejmowa jest przecież królową Sejmu” – powiedział Leszek Miller na antenie WP.
Komentując układ sił po drugiej stronie sceny politycznej, były premier ocenił również, że Jarosław Kaczyński nie zawahałby się przed zawarciem koalicji z Grzegorzem Braunem, gdyby brakowało mu głosów do utworzenia stabilnego rządu.
