
Kilkadziesiąt zastępów straży pożarnej gasi potężny pożar w powiecie wołomińskim pod Warszawą. W akcji uczestniczą także samoloty gaśnicze. Podczas występu w telewizji generał Ryszard Grosset – nadbrygadier PSP – stwierdził, że jest to „najbardziej paskudna z form pożarów”. Ostrzegł, że ogień może przemieszczać się z prędkością nawet 100 kilometrów na godzinę! Nie to jest jednak najbardziej szokujące, a stwierdzenie strażaka, że tego rodzaju pożaru „nie da się zgasić”. „Można go zatrzymać jakąś naturalną albo sztucznie stworzoną przeszkodą” – wyjaśnia gen. Grosset.
REKLAMA
Już ponad 20 jednostek straży pożarnej walczy z pożarem lasu w powiecie wołomińskim k. Warszawy (woj. mazowieckie). Na antenie TVN24 gen. Ryszard Grosset wyjaśnił, że jest to tzw. pożar wierzchołkowy – bardzo trudny, a zdaniem generała nawet „niemożliwy” do ugaszenia w konwencjonalny sposób.
„W tej chwili niestety mamy silny, porywisty wiatr, który zdecydowanie sprzyja rozwojowi pożaru. Wobec tego pierwsza sprawa – to jest analiza tego lasu, który jest zagrożony w poszukiwaniu naturalnych przeszkód, na których można było ten pożar zatrzymać, bo o zgaszeniu pożaru wierzchołkowego właściwie nie ma co gadać, to są bajki. Możemy gasić pożar, natomiast pożaru wierzchołkowego nie da się zgasić, można go zatrzymać jakąś naturalną albo sztucznie stworzoną przeszkodą” – ocenił strażak, nadbrygadier Państwowej Straży Pożarnej i doktor nauk technicznych.
Strażak: pożar wierzchołkowy potrafi przeskoczyć odległości rzędu 100 metrów z prędkością 100 kilometrów na godzinę
„Musimy pamiętać, że pożar wierzchołkowy, zwłaszcza w warunkach szalejącego wiatru, potrafi górą pokonać odległości nawet rzędu 100 metrów, przerzucając ogień przez różnego rodzaju polany, przecinki czy nawet niewielkie pola” – wyjaśnił generał. Wcześniej stwierdził, że ogień podczas tego rodzaju pożaru może przemieszczać się z prędkością nawet 100 kilometrów na godzinę.
REKLAMA
Wygląda na to, że wszystko działa na niekorzyść strażaków, bo – jak stwierdził gen. Grosset – w rejonie akcji gaśniczej niesprzyjający jest także teren.
„Tutaj jest jeszcze jedna rzecz wyjątkowo paskudna, a charakterystyczna dla Mazowsza, czyli piaski. Tu jest bardzo trudno dojechać, jak kiedyś pamiętam, niedaleko właśnie Międzylesia, miałem okazję gasić pożar i były problemy z wyciąganiem samochodów, które w tych piachach nam grzęzły” – wspominał strażak w TVN24.
Z racji rodzaju pożaru, trudnego terenu oraz rozmiaru żywiołu, akcja gaśnicza może potrwać znacznie dłużej niż zwykle.
REKLAMA
Źródło: wp.pl
