ShareInfo.plWiadomościMłoda kobieta już nigdy nie urodzi. Ginekologowi grozi 20 lat więzienia

Młoda kobieta już nigdy nie urodzi. Ginekologowi grozi 20 lat więzienia

Rusza proces mordercy z Poznania
fot. Pexels

Od 3 do 20 lat wolności grozi prof. Dariuszowi S., przez wiele lat autorytetowi w dziedzinie ginekologii, który miał umyślnie doprowadzić 24-letnią pacjentkę do „ubezpłodnienia”. Lekarz, podejrzewając nowotwór, wyciął jajnik z guzem, a potem – rzekomo bez zgody młodej kobiety – usunął także drugi jajnik, jajowody oraz macicę. Zdaniem śledczych profesor miał także zmieniać dokumentację medyczną. Skutki błędu S. są tragiczne – pokrzywdzona już nigdy nie będzie mogła urodzić dzieci.

REKLAMA

Do zdarzenia doszło w kwietniu 2024 roku, kiedy do poznańskiego szpitala imienia Raszei trafiła 24-letnia kobieta z bólem brzucha. Wieloletni ordynator oddziału ginekologii szpitala sam zajął się pacjentką. Kobieta trafiła na stół operacyjny. Prof. Dariusz S. podejrzewał guza, więc przystąpił do jego usuwania.

Problem w tym, że razem z jajnikiem z guzem wyciął pacjentce także drugi jajnik, jajowody, a także macicę.

Jak ustalili później śledczy – lekarz wyciął narządy rozrodcze kobiety bez jej pełnej i świadomej zgody na cały zakres operacji. Prokuratura zarzuca profesorowi także zmianę dokumentacji medycznej 24-latki.

REKLAMA

Ginekologowi z Poznania grozi do 20 lat więzienia

Zanim na dobre ruszyła machina wymiaru sprawiedliwości, sprawą zainteresowały się media. Po nagłośnieniu skandalu ordynator stracił pracę. To jednak nie jego największe zmartwienie – za umyślne spowodowanie ciężkiego uszkodzenia ciała może trafić do zakładu karnego na okres od 3 do 20 lat. Odpowie także za poświadczenie nieprawdy.

Przed tą sprawą prof. Dariusz S. był cenionym specjalistą w zakresie ginekologii. Na swojej stronie internetowej lekarz chwali się autorstwem ponad 200 prac naukowych, w tym takich, które były publikowane w międzynarodowych periodykach.

Podczas rozprawy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu lekarz nie przyznał się do winy. Twierdził, że przed operacją pacjentka zapoznała się z ewentualnymi konsekwencjami jej przeprowadzenia i zgodziła się je przyjąć. Ponadto S. utrzymywał, że kierował się dobrem pacjentki, gdyż na narządach kobiet zauważył coś, co wyglądało jak nowotwór rozsiany.

REKLAMA

Źródło: se.pl

Udostępnij ↓
Zobacz również
REKLAMA