fot. The Presidential Office of Ukraine | CC BY-SA 4.0

Z pierwszą damą Ukrainy – żoną prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego – rozmawiała „Rzeczpospolita”. Ołena Zełeńska opowiedziała polskiej gazecie o swoim mężu i jak znosi fakt, że od początku inwazji „widzi go tylko na ekranie”. Pierwsza dama mówiła także o Polsce i o zmasowanej pomocy, jakiej udzielają Ukrainie nie tylko rząd, ale wszyscy Polacy.

„Rzepa” zapytała Zełeńską między innymi o to, co chciałaby przekazać ukraińskim uchodźcom, przebywającym w Polsce – głównie dzieciom i kobietom.

„Żałuję, że nie mogę objąć każdej z nich. Łatwo sobie wyobrazić, jaką trudną drogę przeszły, uciekając z piwnic czy schronów w Mariupolu, spod ostrzału z Charkowa, z okupowanej Kijowszczyzny, a nawet ze Lwowa czy z Odessy, które również znalazły się pod ostrzałem rosyjskich rakiet (obecnie w Ukrainie właściwie nie ma bezpiecznego miejsca). Wyobrażam sobie, jak trudno jest zostawić dom, z którym związane są plany i wspomnienia, miasto, w którym wszystko znasz, ulicę, którą codziennie chodzisz. Jak trudno jest wytłumaczyć dzieciom, że one też muszą to wszystko zostawić, że teraz przez długi czas nie będą miały nic swojego, wszystkiego tego, do czego są przyzwyczajone i co kochają” – odpowiedziała.

Zełeńska zwróciła także uwagę, że „bardzo dobrze, że znalazły się właśnie w Polsce, która jest prawdziwie bratnim krajem, która nasz ból potraktowała jak własny”.

„Bardzo się cieszę i jestem wdzięczna, że Polacy robią wszystko, żeby te kobiety i dzieci znowu zaczęły się uśmiechać i żeby stopniowo zaczęły się czuć jak w domu. Bardzo dobrze, że znalazły się właśnie w Polsce, która jest prawdziwie bratnim krajem, która nasz ból potraktowała jak własny” – wskazała.

„Ukrainki myślą tak samo, że są wam bardzo wdzięczne” – dodała pierwsza dama.

24 lutego zmieniło się wszystko

„Rzeczpospolita” była również, co zmieniło się w życiu pierwszej damy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Zełeńska odpowiedziała, że wojna zmieniła także jej życie i życie jej rodziny.

„Od 24 lutego widuję mojego męża tak samo jak państwo – w telewizji oraz na nagraniach wideo jego przemówień. A to dlatego, że od tego momentu zamieszkał on przy ulicy Bankowej, w swoim miejscu pracy. Dzieci są ze mną, ale oczywiście nasz rozkład dnia również uległ zasadniczym zmianom. Nie robimy żadnych planów na weekendy czy czas wolny. Na wojnie nie ma dni wolnych od pracy i czasu wolnego. Często nie wiesz nawet, jaki jest dzień tygodnia. Jest tylko to, co dzisiaj, to, co trzeba zrobić. Dzieci na przykład muszą się uczyć, oczywiście zdalnie” – mówiła.

Zełeńska podkreśliła także, że sama w tym czasie nie próżnuje. Razem ze swoim biurem zorganizowała szczyt pierwszych dam i dżentelmenów świata. Grupa ta aktywnie pomaga Ukraińcom, którzy przebywają obecnie za granicą. Zełeńska – wspólnie z pierwszymi damami i dżentelmenami oraz rządami, aktywistami i wolontariuszami – organizuje ewakuację chorych i osieroconych dzieci za granicę. Zwróciła przy tym uwagę, że główną rolę w organizacji tego przedsięwzięcia odgrywa Polska, która jest „korytarzem życia” dla tych dzieci.

Czy wojna zmieniła Zełeńskiego?

„Z jakiegoś powodu często słyszę to pytanie. Ale wojna go nie zmieniła! Musicie państwo zrozumieć, że on zawsze taki był. Był człowiekiem, na którym można polegać. Człowiekiem, który nigdy nie zawiedzie. Który będzie trwał do końca. Po prostu teraz cały świat dostrzegł to, co wcześniej być może nie było dla wszystkich jasne” – powiedziała pierwsza dama Ukrainy.

Zełeńska podkreśliła także jej obecny stosunek do Rosjan. Jej zdaniem nie ma wątpliwości, że Rosja chce zniszczyć naród ukraiński – dokonać ludobójstwa. Stwierdziła, że apele do matek i rodzin żołnierzy z Rosji nie mają większego sensu, bo „nic do nich nie dociera”. Dodała, że sama sądzi Rosjan po czynach, a nie deklaracjach.

„I wszystkim radzę robić tak samo. A to, co rosyjskie wojska robią w Ukrainie, prowadzi wprost do wniosku, że Rosjanie dążą do całkowitego unicestwienia Ukraińców. I to jest ich prawdziwy cel. Taki wniosek nasuwa mi się, kiedy widzę zniszczenia Mariupola, z którego nie umożliwiono nawet bezpiecznej ewakuacji korytarzami humanitarnymi, kiedy widzę bombardowanie budynków mieszkalnych w Charkowie, Czernihowie, Odessie, zniszczony rosyjskim pociskiem rakietowym dworzec w Kramatorsku, gdzie zginęło ponad 50 osób, które próbowały wyjechać do spokojniejszych, mniej zagrożonych miejsc w Ukrainie… No i rzecz jasna dochodzę do tego wniosku po zbrodniach wojennych popełnionych przez Rosjan na Kijowszczyźnie, gdzie w dalszym ciągu odkrywamy masowe groby pomordowanych, rozstrzelanych mieszkańców niebiorących udziału w walkach, kobiet i dzieci – powiedziała.

Obserwuj nas w Google News i bądź na bieżąco!

→ Wejdź i naciśnij gwiazdkę