
Serwis Onet.pl prowadzi własne śledztwo w sprawie posła Marcina Romanowskiego. Były wiceminister sprawiedliwości zawnioskował niedawno w warszawskim sądzie o list żelazny. Wiadomość nadano w Tyraspolu – stolicy separatystycznego Naddniestrza w Mołdawii. „Nikt legitymujący się jako Marcin Romanowski nie przekroczył legalnie granicy Mołdawii” – ustalił portal. Źródło „Onetu” przypuszcza jednak, że polityk mógł „wejść w układ” z rosyjskimi służbami. W wypowiedzi dla serwisu rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych niejako potwierdził te twierdzenia.
Kilka dni temu do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynął wniosek o wydanie listu żelaznego dla Marcina Romanowskiego. Przesyłkę nadano w Tyraspolu, będącym stolicą separatystycznej republiki Naddniestrza. Region ten formalnie leży na terytorium Mołdawii, ale faktyczną kontrolę nad nim sprawują prorosyjskie władze. Romanowski jest poszukiwany na podstawie 11 zarzutów w związku z nieprawidłowościami w Funduszu Sprawiedliwości przy Ministerstwie Sprawiedliwości byłego ministra Zbigniewa Ziobry.
Na razie nie istnieją twarde dowody na to, że Romanowski rzeczywiście przebywa w Tyraspolu, ale wielu polityków koalicji rządzącej utrzymuje taką narrację. Mówił o tym m.in. premier, który, powołując się na informacje służb innych krajów, stwierdził, że „na 99 proc.” były wiceminister przebywa w Naddniestrzu.
Serwis „Onet” twierdzi, że w kilku źródłach sprawdziły, czy Romanowski przekroczył granicę z Mołdawią. Okazało się, że nikt o takim nazwisku nie wjeżdżał ani nie wyjeżdżał z terytorium tego kraju.
„To oznacza, że albo w ogóle go tam nie było, albo rzeczywiście wjechał na dokumencie wystawionym na inne dane, bo przecież sam informował, że taki paszport posiada” – twierdzi źródło serwisu. „Jest jeszcze niewielka szansa, że po prostu mógł przekroczyć granicę nielegalnie, wymykając się służbom granicznym, ale to raczej mało prawdopodobne” – dodaje informator.
Romanowski chwycił się brzytwy? Źródło Onetu twierdzi, że mógł nawiązać kontakt z Rosjanami
Źródło „Onetu” nie wyklucza, że Romanowski mógł nawiązać współpracę z rosyjskimi służbami, które mają prowadzić ścisłą kontrolę w separatystycznej republice. Wykluczono na tej podstawie, że polityk wjechał do Naddniestrza na podstawie fałszywego dokumentu tożsamości, np. jako turysta, bo groziłoby mu za to poważne konsekwencje, gdyby oszustwo wyszło na jaw.
„Gdyby po pewnym czasie służby zorientowały się, że jakiś delikwent ich oszukał i podał fałszywe dane, mogłoby to się dla niego skończyć nawet aresztowaniem. Chociażby pod zarzutem szpiegostwa. Dlatego bardziej prawdopodobne jest, że Romanowski mógł wejść w jakiś układ z rosyjskimi służbami i po prostu został wpuszczony na teren Naddniestrza. Jaki układ? Trudno powiedzieć, choć można się domyślać. Rosyjskie służby nigdy nie działają bezinteresownie” – mówi jedno ze źródeł Onet.pl.
Dobrzyński: czas pokaże, kiedy i w jakich okolicznościach Romanowski mógł wejść w kontakt z rosyjskimi służbami
Twierdzenia te potwierdza niejako rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński.
„Polskie służby specjalne mają pewne informacje bezspornie świadczące o tym, że poszukiwany znalazł schronienie i wsparcie u rosyjskich towarzyszy w Naddniestrzu. Powszechnie wiadomo, że roztaczające w ten sposób parasol ochronny rosyjskie służby specjalne nie robią tego bezinteresownie. Z pewnością czas pokaże, kiedy i w jakich okolicznościach Romanowski mógł wejść z nimi w kontakt i co ewentualnie ofiarował w zamian” – stwierdził Dobrzyński w rozmowie z „Onetem”.
Źródło: Onet.pl
