
Public domain
Władze Czech podjęły decyzję, że z ochrony międzynarodowe zostaną wykluczeni uchodźcy z Ukrainy, którzy nie mają uregulowanych kwestii wojskowych w swoim kraju – mężczyźni w wieku poborowym. Czy Polska pójdzie śladem południowych sąsiadów? Jasno w w tej kwestii wypowiedział się minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak.
Szef MSWiA przyznał, że niedobór żołnierzy jest obecnie dla Ukrainy „deficytem numer jeden” i że ukraińskie władze chciałyby objąć mobilizacją osoby, które wyjechały z kraju.
„Rozmawialiśmy na ten temat już jakiś czas temu, gdy ze strony Ukrainy padały takie głosy, że chętnie by poddawali mobilizacji tych, którzy wyjechali i podlegają obowiązkowi mobilizacji. Tam są określone przepisy wiek i też kwestia wielkości rodziny, liczby dzieci i tak dalej” – powiedział Siemoniak w Radiu ZET.
„Ze strony Ukrainy padały takie głosy, że chętnie by poddawali mobilizacji tych, którzy wyjechali i podlegają obowiązkowi mobilizacji, wtedy uznaliśmy, że nie będziemy tego robili. To znaczy, żeby nasza policja łapała takie osoby i je dostarczała” – dodał minister koordynator służb specjalnych.
Kijów potrzebuje poborowych do walki z Rosją. Co na to polski rząd? „Jesteśmy aktywni bardzo w tej dyskusji”
Pomimo nacisków z Kijowa polski rząd niechętnie podchodzi do tego pomysłu. W wywiadzie dla stacji radiowej Siemoniak jasno dał do zrozumienia, że w Polsce nie będzie „łapanek” Ukraińców w wieku poborowym, a potem odsyłania ich do ojczyzny.
„Jesteśmy aktywni bardzo w tej dyskusji dotyczącej statusu obywateli Ukrainy w Unii Europejskiej. To wielokrotnie ministerstwa spraw wewnętrznych przez ostatnie lata dyskutowały i na pewno można tutaj rozważyć różne działania, które skłonią takie osoby jednak do tego, żeby wykonywały obowiązek wobec swojej ojczyzny” – stwierdził minister, podkreślając, że prędzej rząd będzie zachęcał do wyjazdu, niż do tego zmuszał.
„Natomiast, mówię, takie wszelkie rozwiązania siłowe nie są przewidziane” – podsumował Tomasz Siemoniak.
Źródło: Radio ZET / money.pl
